21 305 odsłon

Warszawka na trawce

Właściciele modnych klubów i ich menedżerowie, didżeje, kucharze – „trawę każdy jara”. Gdy zwiedzieli się, że Kuba założył domową uprawę marihuany, stali się natarczywi

Grażyna (32 lata), z Warszawy, animator kultury, muzyk, prowadzi warsztaty, przygotowuje spektakle dla dzieci, dorabia w klubach: – Paliłam w liceum. Potem już nie.

Jakub (29 lat), z Giżycka, był didżejem w modnych knajpach, specjalność: miks muzyki oraz wideo i autorskich filmów, prowadził warsztaty dla dzieci z domu dziecka: – Palę od 14. roku życia. W środowisku artystycznym, w którym się obracałem, marihuana była powszechna.

Grażyna: Kuba wprowadził się do mnie w 2009 r. Mówił, że jak się ma własną marihuanę, to przynajmniej wie się, co się pali. Racjonalizował, że to mniej szkodliwe niż alkohol.

Kuba: Gdy palę, czuję się zrelaksowany i uspokojony. Trawka od dilerów była droga i zatruta. Nie chciałem płacić bandytom. Kupiłem paczkę nasion przez internet, wyrosły mi trzy rośliny.

***

30 listopada 2011 r. Kubę i Grażynę w mieszkaniu na warszawskim Żoliborzu zatrzymali policjanci do walki z przestępczością narkotykową V Komendy Rejonowej Policji. Z dwóch pokoi zabrali: 264 doniczki, dwie skrzynie z sadzonkami, cztery namioty z dużymi roślinami, cztery lampy, trzy wentylatory, wagę elektroniczną, młynek, stację pogodową, pudła i pojemniki z nawozami.

W 2011 r. Centralne Biuro Śledcze zlikwidowało 49 upraw konopi innych niż włókniste, czyli nielegalnych. Zawierają od kilku do kilkunastu procent substancji psychoaktywnej THC (konopie używane we włókiennictwie czy przemyśle spożywczym mają mniej niż 0,2 proc. THC). Do końca października tego roku CBŚ odkryło już ponad 100 upraw.

Największa plantacja była w Pabianicach. W kilku poprzemysłowych halach rosło ponad 8 tys. roślin, uprawa była nawadniana, automatycznie oświetlana (patrz zdjęcie). Policja szacuje, że w ciągu dwóch lat dała od 800 kg do 1,5 tony suszu o wartości ok. 10 mln zł w hurcie. Prowadzili ją polscy gangsterzy. W ubiegłym roku wyparli z rynku Wietnamczyków, którzy dominowali w produkcji marihuany w Polsce w latach 2008-10.

Liczba upraw domowych i skala ich produkcji nie jest znana.

Uprawy domowe

Grażyna: Najpierw to była szafa w rogu pokoju. Potem Kuba zaczął szukać w internecie, m.in. na stronie Uprawydomowe.pl, Thc.seeds.pl. To była jego pasja i hobby.

Kuba: Uprawiałem metodą prób i błędów. Jej smak i zapach pozostawiał wiele do życzenia. Nie była porównywalna do trawy z coffee shopów w Holandii. Była taka, jaką palili hipisi 20 lat temu. Za każdym razem kupowałem inną odmianę, która miała inne wymagania, jeśli chodzi o światło, czas wzrostu. Głównie nasiona automatic, dla amatorów. Mają niższą zawartość THC – ok. 8-10 proc.

Grażyna: Hodowla się rozrastała. Fascynowało go doglądanie roślin, eksperymentowanie. Przez internet zamawiał: nasiona, namioty, lampy, nawozy, doniczki, glebę.

Kuba: Grażyna pomagała mi w lekkich pracach: odbierała paczki od kurierów, pomagała w sadzeniu ziaren, przy podlewaniu. W pierwszym roku [2010 r.] zbiory wynosiły 20 gramów co dwa miesiące. W 2011 r. miałem sześć upraw, wliczając tę największą, którą znaleźli policjanci. Średnio uzyskiwałem 200 g, z czego mogłem odsprzedać połowę, co daje 50 g na miesiąc i zysk do 1,5 tys. zł, bez kosztów. A koszty to: ziemia – 50-70 zł za 50 litrów, nawóz – ok. 200 zł za pół litra, paczka nasion – 300 zł, wyłączniki czasowe do lamp – 20 zł za sztukę; pompy nawadniające po 150 zł, filtry do usuwania zapachu – 300-700 zł, namioty – od 600 do 800 zł.

Grażyna: Rachunki za prąd dochodziły ostatnio do 700 zł miesięcznie.

Kuba: Jeśli chodzi o plon, nie należy się sugerować ilością roślin, ale mocą użytych lamp. Fachowcy uzyskują jeden gram z jednego wata. Miałem trzy lampy po 400 watów i jedną 600 watów. Maksymalnie mógłbym uzyskać jakieś 900 gramów, ale to raczej nierealne. W ciągu dwóch lat za prąd zapłaciłem jakieś 10 tys. zł. Tak więc uprawa nie była dla mnie interesem życia, raczej nielegalnym hobby.

***

Kuba i Grażyna zostali oskarżeni o posiadanie ponad 300 g marihuany, udzielanie narkotyku w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, uprawianie konopi. Grozi za to kara od roku do 10 lat więzienia. – Wiedzieliśmy, że to nielegalne, ale nie, że to zbrodnia – mówili.

Grażyna była w areszcie cztery i pół miesiąca, Kuba dziewięć miesięcy. Opisali historię domowej uprawy. Wskazali kilkanaście osób, które zaopatrywali.

Według raportu Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCCDA) z 15 listopada „konopie indyjskie są najpowszechniej dostępnym nielegalnym narkotykiem w Europie”. Europa Południowa i Zachodnia pali haszysz (otrzymywany z żywicy krzewu konopi), Centralna i Wschodnia – marihuanę (z żeńskich kwiatostanów i liści). „Według ostrożnych szacunków 80,5 mln Europejczyków, czyli niemal co czwarta osoba w przedziale wiekowym 15-64 lata, przynajmniej raz w życiu użyło konopi indyjskich (w Polsce – 16,1 proc.)”.

Z badań w europejskich szkołach w 2011 r. wynika, że w Polsce w ciągu roku przynajmniej raz paliło marihuanę 24 proc. uczniów w wieku 15-16 lat (w 2007 r. – 16 proc.). „Wskaźniki używania konopi indyjskich wśród uczniów od 2007 r. znacznie wzrosły w trzech krajach: na Łotwie, Węgrzech i w Polsce”.

Pocztą pantoflową

Grażyna: Kręcimy się w środowisku artystycznym. Kuba to hodowlą pochwalił się znajomym.

Kuba: Na początku częstowałem znajomych: Łukasza z klubu, w którym grałem, Michała, kucharza, Pawła – zajmuje się reklamą.

Grażyna: Wygadałam się, że u mnie w mieszkaniu jest hodowla, potem niektóre osoby zwracały się do mnie.

Kuba: Obracałem się w środowisku artystów. Oni nie znali osób, które handlują narkotykami. Rozniosło się pocztą pantoflową. Dlatego zwracali się do mnie. Byli natarczywi.

SMS: „Kuba, mam ciśnienie (wolałbym, żebyś mi coś ogarnął, zamiast oddawał 300, potrzebuję na weekend )„.

Kuba: Do klubów nigdy nie brałem narkotyków. Nie chciałem być dilerem.

Grażyna: Chciałabym podać osoby, którym zawoziłam: Paweł, on jeździł na wózku inwalidzkim i mówił, że marihuana go ogólnie odpręża; Sebastian, znałam go jako muzyka, ma studio nagrań; Bartek, jest didżejem. Nigdy nie sprzedawaliśmy nieznajomym.

Kuba: Zacząłem sprzedawać od początku 2011 r., jak mi zaczęło zostawać trochę więcej suszu między uprawami. Menedżerowi jednej z knajp przy Nowym Świecie, może z pięć razy. Kai, pracuje przy różnych filmach dla firm. Michałowi, jest kucharzem, pracował ze mną w knajpie. Reżyserowi dźwięku, zawoziłem mu do studia.

Grażyna: Daniel, to mój znajomy. Twierdził, że jak pisze muzykę, to zawsze pali. Sprzedałam mu około pięciu razy. Kuba sprzedawał także Tomaszowi, to był nasz szef, był właścicielem dwóch klubokawiarni w Warszawie.

Kuba: Mogłem też sprzedać barmanowi, Tomkowi, on jest profesjonalnym muzykiem, gra jazz. Mariuszowi z knajpy przy Nowym Świecie. Magdzie z „Wyborczej”, to koleżanka Grażyny, Grażyna mogła jej sprzedać kilka razy. Hubertowi, on jest didżejem. Co jakiś czas częstowałem też za darmo, ale osoby, które już wcześniej paliły.
***

Podczas konferencji Gazety Wyborczej i Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej na pytanie: „Co sądzisz na temat legalizacji posiadania niewielkich ilości narkotyków?Kora Jackowska odpowiadała: „Marihuana to nie narkotyk, nie widzi się po niej diabłów! Depenalizacja jest konieczna. Dajmy ludziom wybór, w jaki sposób chcą się zrelaksować. Każdy, kto ukończy 18 lat, powinien mieć prawo podjąć taką decyzję. Nie spotkałam nigdy upodlonej osoby po marihuanie, osoby agresywnej. To, co mną wstrząsnęło ostatnio na Mazurach, to młody blond chłopiec, który szedł ulicą kompletnie pijany„.

Trawę to każdy jara, ale nie ja

Daniel, kompozytor: Z Kubą miałem kontakty zawodowe, od Grażyny dostałem kiedyś 0,5 g.

Mariusz, barman: Z Grażyną znamy się od podstawówki, z Jakubem spotykaliśmy się w klubach, kupowałem kilka razy po 1-3 g, miałem poprawiony humor.

Tomasz, właściciel klubu: To moi byli pracownicy. Kilka razy próbowałem, Nie odpowiem, czy dostarczał mi Jakub.

Piotr: Trawę to każdy jara. Kuba nie częstował mnie i nie sprzedawał.

Szymon: Grażyna pracowała u mnie jako kelnerka. Nie palę od sześciu lat.

Sebastian, policjant: To koleżeńska znajomość. Nie chce odpowiadać, czy zażywam środki odurzające, boję się odpowiedzialności karnej.

Michał, barman: Pracowałem z Kubą, sprzedał mi kilka razy.

Michał, kucharz: Mogło się zdarzyć, że zapaliłem, ale Kuba i Grażyna mi nie sprzedawali.

Paweł: Grażyna poczęstowała mnie może ze dwa razy, nie chciała pieniędzy.

Kaja, animatorka kultury: Marihuanę paliłam w Amsterdamie, nie częstowali mnie, nie sprzedawali mi.

Magda, dziennikarka: Znam Grażynę, była menedżerką w klubie. Spotykałyśmy się na imprezach, kilka razy zdarzyło mi się zapalić, jak ktoś częstował.

Łukasz, kurier: Być może Jakub mnie częstował. Grażyny palącej nigdy nie widziałem.

***

Kuba: Jeśli chodzi o sprzedaną ilość i pieniądze w zarzutach, wydaje mi się, że wszystko się zgadza.

Prokurator Aleksandra Luterek przyznała, że zarzut handlu marihuaną oparty jest na wyjaśnieniach Grażyny i Kuby. Niezależnie od siebie wskazali te same osoby, którym za 10-30 zł za gram sprzedawali marihuanę.

Ich „spowiedź„, jak nazwał to mec. Marcin Hilarowicz, adwokat Grażyny, przedłużyła śledztwo, spowodowała postawienie im nowych zarzutów, sprawiła, że oboje dłużej siedzieli w areszcie. Ponieważ ujawnili nowe przestępstwo i jego okoliczności, zdaniem mec. Mikołaja Pietrzaka, adwokata Kuby, zasłużyli na nadzwyczajne złagodzenie kary.

Gubił się w kablach

Kuba: Byłem jedną z niewielu osób w Warszawie, która jednocześnie miksuje muzykę i wideo, teledyski, autorskie filmy. Także na komercyjnych imprezach.

Grażyna: Chciał założyć knajpę na barce. Ale pieniądze szły na bieżące wydatki. Kuba palił kilka razy dziennie, zaczynał rano, kończył wieczorem. Zaczął zażywać amfetaminę. Był bardziej aktywny, mógł więcej czasu poświęcać hodowli.

Kuba: Grażyna czuła się zmęczona tą uprawą. Podobnie jak ja. Kłóciliśmy się.

Grażyna: Nie był w stanie ogarnąć swoich obowiązków w pracy. Gubił się w kablach. Nie był w stanie wyrobić się na czas. Był chaotyczny, mam wrażenie, że hodowla go męczyła. Nie chciałam powodować kłótni. Pochodzę z rodziny, gdzie dochodziło do awantur, dlatego chciałam, żeby mój związek był inny. Za mocno nie oponowałam, teraz żałuję.

Kuba: Cała ta sytuacja nie była zawiniona przez moją dziewczynę. Brałem też inne narkotyki, ale jestem uzależniony tylko od marihuany. To zniszczyło moje życie.

W ostatnim słowie przed sądem: – To było głupie. Nie mam zamiaru popełniać więcej takich głupstw.

***

W piątek Sąd Okręgowy w Warszawie miał ogłosić wyrok, ale sędzia Krzysztof Chmielewski ma wątpliwości, jak rozstrzygnąć sprawę. Wznowił proces.

Po wyjściu z aresztu Grażyna podjęła terapię dla współuzależnionych w Rodzinnej Poradni Profilaktyki i Uzależnień, pracuje nadal nad artystycznymi projektami. Kuba zaczął terapię w prywatnym ośrodku leczenia uzależnień. Nie pracuje już w zawodzie artystycznym.

Według raportu EMDDA 30 proc. osób rozpoczynających leczenie w Polsce to osoby uzależnione od marihuany. W 2010 r. w 29 krajach Europy na leczenie zgłosiło się 108 tys. osób, które jako podstawowy używany narkotyk wskazały konopie indyjskie.

Wypowiedzi Grażyny, Kuby i środowiska artystycznego pochodzą ze śledztwa oraz rozprawy sądowej.

autor: Bogdan Wróblewski
via: Gazeta Wyborcza



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 2

  1. avatar
    barabasz

    Bo oczywiście potrzeba od razu kilograma, nie można normalnie, co? A potem płacz że „marijuana zniszczyła mi życie” „nie ogarniam się w pracy” Wystarczy umiar i tyle.

  2. avatar
    Snuffer

    Bardzo fajny artykuł :)

Polecamy: Bangla Wall