7 205 odsłon

Narkobiznes dla każdego

Dla coraz większej liczby osób handel narkotykami to zajęcie jak każde inne

Śledczy zajmujący się zwalczaniem przestępczości narkotykowej zwracają uwagę na nowe, niepokojące zjawiska. – Handel narkotykami to zajęcie zarezerwowane już nie tylko dla ludzi ściśle powiązanych z zorganizowanymi grupami przestępczymi. Obserwujemy, że coraz częściej angażują się w narkobiznes młodzi, którzy nie mieli dotąd problemów z prawem – mówi jeden z warszawskich policjantów. Co gorsza, to zajęcie zaczyna być traktowane jak każdy inny biznes, za który nie trzeba się wstydzić.

Uczniowie, soliści…

Coraz więcej środowisk uważa, że to po prostu gałąź biznesu, taka sama jak np. sprowadzanie komputerów z zagranicy czy handel legalnymi towarami. Zajęcie jak każde inne – mówi nam śledczy z prokuratury apelacyjnej od lat zajmujący się ściganiem przemytników i dilerów.

W ten sposób dorabiają sobie studenci czy uczniowie szkół średnich, handlowcy i wielu bezrobotnych. – Jedni decydują się na dilerkę, ponieważ nie mogą znaleźć pracy. Inni, kiedy spróbują łatwego zarobku, już nie mają ochoty na szukanie uczciwej posady – mówi nam śledczy ze stolicy.

Ludzie wykształceni, znający języki raz czy dwa razy w miesiącu jeżdżą za granicę, np. do Ameryki Południowej czy częściej do Holandii i przywożą stamtąd np. kokainę czy marihuanę. Na jednym takim wyjeździe mają 30–40 tys. zł zysku – opowiada nam śledczy, który prowadzi sprawy przeciwko takim osobom. Jakiś czas temu – jak wspomina – zarzuty narkotykowe stawiał przedstawicielowi jednej z sieci telefonii komórkowej.

Zdarzają się soliści, którzy na własną rękę, nie mając związków z zorganizowaną przestępczością, przemycają z zagranicy narkotyki. Ktoś jedzie np. jedzie do Ameryki Południowej i chce, żeby podróż mu się zwróciła. Kupuje więc tam np. kokainę, chowa do bagażu, sądząc, że to da mu szybki i łatwy zarobek. Tak nie jest, później często wpadają – mówi Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji.

Kokaina jest przemycana głównie z Ameryki Południowej, marihuana z Holandii. W hurcie kilogram kokainy kosztuje ok. 120–140 tys. zł. Jednak do klienta trafia narkotyk z dodatkami, zmieszany, za który klient płaci ok. 150–200 zł za gram – mówi jeden z policjantów.

Wytwarzaniem i handlem narkotykami trudniło się np. kilkunastu studentów jednego z akademików w Warszawie, zatrzymanych w tym roku przez policję. Z kolei 22-letni student jednej z lubelskich uczelni zorganizował przemyt marihuany. Narkotyk sprowadzał głównie z Holandii, tutaj był on porcjowany, trafiał do dilerów, a następnie do miejscowych dyskotek. W wynajmowanym mieszkaniu policjanci znaleźli blisko 10 kg marihuany i 300 g amfetaminy. Z takiej ilości można przygotować ok. 40 tys. jednorazowych porcji i sprzedać je za ok. 800 tys. zł.

Ponad 10 tys. dla dilera

Statystyki mówią, że coraz więcej podejrzanych o przestępstwa narkotykowe to ludzie młodzi, do 18. roku życia. W ubiegłym roku spośród ponad 29 tys. podejrzanych (rok wcześniej 22,7 tys.) 4,4 tys. stanowili nieletni. Było ich o blisko tysiąc więcej niż w 2009 r. i o półtora tysiąca więcej niż w 2007 r. W zeszłym roku wśród podejrzanych było też 821 studentów.

Inna kategoria dilerów, których – jak twierdzą śledczy – ostatnio przybywa, to bezrobotni. – Stanowią już ponad 39 proc. podejrzanych – mówi Grażyna Puchalska z Komendy Głównej Policji.

Miesiąc temu w osiedlowym garażu w Kętrzynie (pod Olsztynem) policjanci CBŚ znaleźli ok. 8 kg narkotyków, głównie amfetaminy i marihuany warte ćwierć miliona złotych. Przy towarze złapali 27-letniego bezrobotnego Kamila K.

Diler, który ma pod sobą ok. dziesięciu osób, może miesięcznie zarobić 10–12 tys. zł.

Co sprawia, że w narkobiznes angażuje się coraz więcej zwyczajnych ludzi? – Słyszymy publiczne głosy o konieczności depenalizacji, o tym, że w innych krajach odstępuje się od karania za posiadanie narkotyków. To wszystko wpływa na sposób postrzegania zjawiska przez społeczeństwo – mówi prof. Brunon Hołyst, kryminolog.

Z kolei dr Zbigniew Rau, były wiceminister spraw wewnętrznych, zauważa, że „nie stygmatyzuje się osób, które trudnią się handlem narkotykami, następuje przesuwanie granicy moralności„. – Jednocześnie recesja i brak pracy powodują, że część ludzie podejmuje więcej nielegalnych zajęć – zaznacza. Jego zdaniem policja monitoruje środowiska przestępcze i skuteczniej wykrywa sprawy narkotykowe. – Jednak ze strony państwa brak jest kampanii antynarkotykowych czy nawet antyalkoholowych uświadamiających zagrożenia, chociaż są państwowe organizacje, które takie kampanie powinny prowadzić – zaznacza dr Rau.

A spraw narkotykowych każdego roku przybywa. W 2011 r. policja wszczęła ich niemal 23 tys., o blisko 10 proc. więcej niż w 2010 r. i 20 proc. więcej niż pięć lat temu. Pierwsze półrocze tego roku to już ponad 11 tys. wszczętych spraw.

Każde postępowanie ujawnia średnio kilka przestępstw narkotykowych. Łącznie w zeszłym roku policja stwierdziła ich 74,5 tys. Najwięcej dotyczyło nielegalnego posiadania narkotyków (ok. 20 tys.) oraz handlu nimi (18,4 tys.).

autor: Grażyna Zawadka
via: Rzeczpospolita



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 2

  1. avatar
    brat

    nie ma roboty to każdy łapie co może żeby przeżyć

  2. avatar
    Rrr!!!

    prohibicja właśnie do tego skłania młodych ludzi!

Polecamy: Bangla Wall