10 288 odsłon

Coffee shopy dla cudzoziemców tylko do końca roku

Najstarszy amsterdamski coffee shop The Bulldog jest pełny mimo wczesnej pory. W powietrzu charakterystyczny zapach, w kolejce Anglicy, Francuzi, Włosi. Kupuję skręta z marihuaną. Bez problemu. Bo choć od 1 maja w części Holandii drzwi coffee shopów zamknięto dla cudzoziemców, to w Amsterdamie to prawo wejdzie w życie – jeśli w ogóle wejdzie – od 2013 r. Na razie stolica rozpusty bawi się jak zawsze: do rana i na haju.

Tutaj wolno palić wszystko oprócz papierosów, przyjacielu – z szerokim uśmiechem na twarzy barman odpowiada na niewinne pytanie o „dymka” w lokalu. To, co wolno palić, kupuje się w podziemnej części coffee shopu. Zresztą Bulldog, położony w amsterdamskiej dzielnicy czerwonych latarni De Wallen, to cała instytucja – kilka pubów i coffee shopów na tej samej ulicy zaprasza neonem z charakterystyczną głową wyszczerzonego psa.

De Wallen – kwartał kamienic przytulonych do malowniczych kanałów Amsterdamu leży w samym centrum miasta i doskonale z tego korzysta. Tam chodzi się imprezować, uprawiać seks z prostytutkami reklamującymi swoje usługi na żywo w przeszklonych witrynach, pić alkohol, jeść w jednej z setek restauracyjek i barów. No i palić marihuanę.

W każdym coffee shopie można kupić czystą marihuanę o różnej mocy, haszysz, gotowe skręty z czystym narkotykiem lub jego mieszanką z tytoniem, ciasteczka Space Cake z marihuaną oraz wszelkie niezbędne do palenia utensylia. Podobnie jest w wielu miastach Holandii. Ale niedawno media alarmowały, że w narkotykowej polityce Hagi nastąpił ostry zwrot.

Zamiast zwiedzać, przyjeżdżają po narkotyki. Tysiącami

Dla miast położonych w południowych prowincjach graniczących z Niemcami i Belgią – krajami o ostrzejszej polityce narkotykowej – holenderskie liberalne prawo stało się koszmarem. Tysiące turystów odwiedzały w ostatnich latach takie miasta jak Enschede, Terneuzen, Venlo, Heerlen czy Maastricht tylko po to, by zakupić w jednym z coffee shopów nielegalny u siebie towar.

Właśnie narkoturystyka stała się dla ostatniego prawicowego rządu Marka Ruttego argumentem za zaostrzeniem realizowanej w Holandii od lat 70. polityki gedoogbeleid, czyli tolerancji wobec miękkich narkotyków. Jej autorzy zakładali kilka dekad temu, że skoro nie można zapobiec zjawisku, trzeba starać się je kontrolować. Celem gedoogbeleid było wyciągnięcie miękkich narkotyków z przestępczego podziemia i kontrolowane zmniejszanie ich użycia.

Fiasko holenderskiej tolerancji dla miękkich narkotyków?

Według europejskich statystyk nawet jeśli ta polityka nie pomaga tak bardzo, jak chcieliby zwolennicy powszechnej legalizacji miękkich narkotyków, to na pewno nie przeszkadza. Przynajmniej w Holandii.

Rekordzistami w konsumpcji marihuany w Europie są mieszkańcy krajów o liberalnej polityce narkotykowej – Włoch, gdzie 20 proc. młodych ludzi zażywa miękkie narkotyki raz w miesiącu, Czech (19,3 proc.) i Hiszpanii (18,8 proc.). Ale niedaleko za nimi są kraje o ostrzejszych regulacjach prawnych – Wielka Brytania, Niemcy i Francja. Tymczasem Holendrzy są na dalszym miejscu z 9,5 proc.

Statystyki zgonów powiązanych z zażywaniem narkotyków są w Holandii (podobnie jak w Polsce, Francji, na Słowacji, Węgrzech i w Czechach) najmniejsze w Europie, a rządowa pomoc obejmuje około 90 proc. narkomanów. Jednak w wyniku nacisków lokalnych władz i sąsiednich krajów rząd w Hadze przeforsował prawo, zgodnie z którym od 1 maja 2012 r. na południu kraju i przy granicy z Niemcami i Belgią – czyli w prowincjach Zelandia, Brabancja Północna i Limburgia – coffee shopy są zamknięte dla obcokrajowców.

Marihuana tylko dla Holendrów

To okres przejściowy – według planów centroprawicowego rządu od 1 stycznia 2013 r. cudzoziemcy nie kupią marihuany w 670 coffee shopach w całej Holandii. Dla pełnoletnich Holendrów również szykują się ograniczenia: coffee shopy mają się stać zamkniętymi klubami liczącymi maksymalnie dwa tysiące zarejestrowanych członków – pełnoletnich obywateli kraju.

Nowe prawo zmniejsza też limit jednorazowego zakupu z 5 do 3 gramów. Zmniejszona musi być także zawartość THC (tetrahydrokannabinolu) w marihuanie – wyższa niż 15 proc. będzie uznana za handel twardymi narkotykami. THC to główna substancja psychoaktywna w konopiach i to ona odpowiada za efekty palenia marihuany.

27 kwietnia holenderski sąd potwierdził obowiązywanie tego prawa. Najbardziej niezadowoleni są, oczywiście, właściciele coffee shopów, bo uderza to w ich interesy. Marc Josemans ze 120-tysięcznego Maastricht, właściciel sklepu Easy Going po niekorzystnym wyroku sądu mówił BBC, że wraz z zakazami rozwinie się przestępcze podziemie narkotykowe. Niezadowoleni są też klienci – w Maastricht wprowadzeniu zakazu towarzyszyły protesty.

Amsterdam na haju

Tymczasem w Amsterdamie zapada wieczór. Pytam poznanego w pubie Brytyjczyka, który właśnie skręcił sobie jointa, czy słyszał o wprowadzonym zakazie. – No pewnie, człowieku. Ale to jeszcze rok… tutaj wolno – mówi zaciągając się głęboko i życząc mi wspaniałego wieczoru w Amsterdamie.

Rzeczywiście, całe miasto sącząc piwo i ćmiąc marihuanę pilnie śledzi na ekranach telewizorów w pubach mecz futbolowy miejscowego Ajaxu z VVV Venlo. Drużyna z Amsterdamu wygrywa 2:0 i zapewnia sobie mistrzostwo Holandii. Ludzi ogarnia szał radości. Tłum rozradowanych amsterdamczyków wylega na ulice, płynnie mieszając się z bawiącymi się turystami. Śpiewy szczęśliwych kibiców niosą się po kanałach. W pubach strumieniami leje się piwo, a ja idąc ulicą co chwila wpadam w chmurę dymu. Mało kto pali tytoń.

Holenderski rząd zdecydował, że od 2014 r. sklepy z marihuaną i jej pochodnymi nie będą mogły znajdować się bliżej niż 350 m od szkół. W gęsto zabudowanym Amsterdamie dla wielu z nich oznacza to zamknięcie lub przeprowadzkę. Ale rząd Marka Ruttego, który przeforsował zmiany, upadł 23 kwietnia, a BBC podkreśla, że burmistrz Amsterdamu Eberhard van der Laan jest przeciwny wprowadzaniu w nim takich samych obostrzeń jak w miastach na południu i wschodzie i prawdopodobnie będzie się starał im przeciwdziałać.

Nic dziwnego – kto by ucinał żyłę złota? Szacuje się, że co najmniej jedna trzecia turystów odwiedzających Amsterdam przyjeżdża tam po to, by bez obaw o zainteresowanie policji legalnie zapalić. A przy okazji skorzystać z oferty pubów, klubów, muzeów, innych atrakcji turystycznych i transportu miejskiego. Dlatego dziś Amsterdam dalej się bawi. Na haju.

autor: Michał Gostkiewicz
via: Gazeta.pl



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 2

  1. avatar
    Alban

    Dla mnie to chore.. i 3mam kciuki ze w Amsterdamie to nie wejdzie!
    Po co pozbawiac sb gory hajsu?

  2. avatar
    krzysiu

    lol boje się prawicy 😀

Polecamy: Bangla Wall