8 448 odsłon

Jak Czesi poradzili sobie z marihuaną

Jeden z marszów na rzecz wolności konopi w Pradze

Ruch Palikota domaga się legalizacji marihuany. Nasi południowi sąsiedzi już zrobili pierwszy krok w tym kierunku.

Praska dzielnica Vinohrady, sklep ogrodniczy jak każdy inny – donice, nawozy, nasiona… Przychodzą tu ponoć nawet hodowcy kaktusów i orchidei, zainteresowani nowymi metodami uprawy. Growshop to jednak przede wszystkim mekka miłośników marihuany. 10 odmian wysokojakościowych nasion konopi, nawozy, substraty, całe systemy do uprawy, ale także papierki do jointów, szklane lufki i wodne fajki. Jak można takie rzeczy legalnie sprzedawać?

Michal Jakeš ma już trzy sklepy w Pradze i jak dotąd żadnych problemów, tylko zyski.

Bo choć marihuana jest wciąż w Czechach nielegalna, obecny system prawny traktuje amatorów niewielkich ilości z pobłażliwością. W 2010 r. wprowadzono zliberalizowaną ustawę o przeciwdziałaniu narkomanii, która zdekryminalizowała posiadanie do pięciu roślinek marihuany na własny użytek, zmieniając status czynu z przestępstwa na wykroczenie. Obecnie kara za małą domową hodowlę to grzywna… albo policyjne upomnienie. Nic dziwnego, że Jakeš zaczął sprzedawać paczuszki po pięć ziarenek. Opłacił nawet prawną opinię i okazało się, że nasionka to nie narkotyk, nie grozi mu więc nic.

Za kilka tysięcy czeskich koron można już kupić światłoszczelny rękaw, w którym wyhodujesz marihuanę w domu. A opłaca się – za gram na rynku płacisz 150 koron, za własnoręcznie wyhodowany 20–30 koron (ok. 5 zł) – zachęca Michal.

Palę faję

Tegoroczne badanie Eurobarometru wskazuje, że Czesi w wieku 15–24 lat to najwięksi konsumenci trawki w całej Unii – pali co czwarty. Tylko połowa myśli przy tym, że marihuana stanowi wysokie zagrożenie dla zdrowia – średnia w Unii to 67 proc. Zwolennicy legalizacji konopi wskazują, że w relacji z rosnącą konsumpcją jointów wyraźnie spada w Czechach używanie twardych narkotyków.

Jiri X. Doleżal, redaktor popularnego magazynu „Reflex”, który od lat promuje nie tylko ideę legalizacji konopi, ale też ich powszechne stosowanie, mówi, że to leży w naturze Czechów – lubią sobie używać, wystarczy spojrzeć na konsumpcję piwa.

CannaBizz 2011 Praga

Od kilku lat co roku na łamach tygodnika organizowany jest konkurs na najpiękniejsze fotografie samodzielnie wyhodowanych roślinek marihuany, tzw. Cannabis Cup, czyli Konopny Puchar. Zdjęć przychodzi zwykle tysiące. Najlepsze nagradzane są profesjonalnym sprzętem do uprawy. CannaBizz i CannaFest to targi konopne w Pradze, które gromadzą wystawców najbardziej okazałych narkotycznych roślinek z całego świata – przyjeżdżają nawet z Hongkongu. Million Marihuana March, czyli marsz zwolenników legalizacji trawki, inny głośny przejaw konopnej subkultury, w 2009 r. zasłynął rozdawaniem emerytom nasionek konopi za darmo – „ku radości i uzdrowieniu”. No bo przecież lepiej, by uprawiali sami w ogródku, niż chodzili po dilerach.

31-letni Honza przyjechał ze Słowacji na studia do Brna i już tu został. Ma dobrą pracę w międzynarodowym koncernie IT, dużo przyjaciół, właśnie kupuje nowe trzypokojowe mieszkanie, w którym jedno pomieszczenie będzie przeznaczone na pięciolistne roślinki, akwaria z rybkami i papużki. Bo Honza lubi przyrodę, a jeszcze bardziej dymek z jointa. Na razie hoduje 30 roślinek w małym namiocie w pokoju, który wynajmuje w akademiku.

Palę, bo lubię i bez tego fatalnie się czuję. Poza tym mniej piję dzięki trawce. Na pewno ganja nie jest w niczym gorsza niż alkohol – nie robi z człowieka agresywnej bestii, mordercy ani gwałciciela – mówi, a jego dwóch współlokatorów przytakuje. Na stole leżą placki ziemniaczane z trawką, które usmażyła jedna z dziewcząt. – Tłuste, bo wtedy THC się lepiej wchłania – tłumaczy kucharka. Umie też robić grassburgery, masło konopne i makaron rasta. – Od jedzenia można odlecieć jeszcze lepiej, więc marihuana kwitnie w czeskich kuchniach – dodaje.

Ja bym chciał przestać, bo od trawki się bardzo wyizolowałem i mam straszne kłopoty z pamięcią – mówi 30-letni Kuba. – Ale na razie nie mogę. Może, jak się stąd wyprowadzę i nie będzie pokusy. Tymczasem chciwie wyciąga rękę po wodną fajkę, która krąży dookoła stołu.

Honza chciałby kiedyś żyć z uprawy. Dzisiaj to, czego nie spożytkuje sam, sprzedaje znajomym za przyjazne ceny – nie jest to wielki zarobek, ale pomaga w rolniczych inwestycjach. A substraty, lampy, nasiona i nawozy kosztują…

Ja sama trawki nie palę – raz próbowałam, ale czułam się potem fizycznie i psychicznie fatalnie. Ale robię z listków nalewkę i maść – są niezastąpione na opryszczkę i egzemę – mówi 35-letnia Lenka. Jej zarośnięty mąż w koszulce z zielonym liściem uśmiecha się pod nosem. Mają działkę rekreacyjną pod lasem, gdzie sadzą maliny, biologiczną marchewkę dla dzieci i kilka roślinek konopi.

Maść z liści

Czesi to naród ekologiczny – jeżdżą na etanolu, korzystają z zielonej energii, leczą się miksturami. I choć najlepszym lekarstwem na wszystko – od paradontozy po ból brzucha u dzieci – jest 50-proc. śliwowica, marihuana nie pozostaje daleko w tyle.

Stwardnienie rozsiane, choroba Parkinsona, astma, rak czy bóle neuropatyczne to schorzenia, na które konopie pomagają w sposób udowodniony naukowo. Czeski Państwowy Instytut Kontroli Leków, jako jeden z ośmiu w całej Unii Europejskiej, zatwierdził już konopny Sativex jako oficjalny lek łagodzący objawy SM. Ale Czesi leczą trawką i inne dolegliwości.

Konopna maść z liści i smalcu ma pomagać na suchą skórę, spierzchnięte usta, popękane pięty i katar. Dziewczyny robią z nasionek peeling, a babcie balsamy na reumatyzm. 26-letnia Ivana przyznaje, że pali od 12 lat, a od sześciu leczy siebie i rodzinę marihuaną: – Nie mamy od tamtego czasu żadnych problemów zdrowotnych. U córki wyleczyłam atopowe zapalenie skóry, a u siebie kolki nerkowe. A ile stresu mniej, ile pogody w życiu więcej… Nasz dziadek, jak go bolą stawy, pije mleko gotowane z liśćmi i mówi, że działa lepiej niż ibuprofen.

Dym zostaje

Opinia publiczna zdecydowanie nie popiera konopnych restrykcji prawnych. W 2000 r. 19-letni Stanislav Pobuda, w ramach wdzięczności za naukę zaciągania, poczęstował kilku nieletnich własną marihuaną. Sąd skazał go za ten przyjacielski gest na cztery lata więzienia bez zawieszenia. Społeczeństwo i media były oburzone surowością kary. W efekcie Vaclav Havel stanął w jego obronie i udzielił mu prezydenckiej łaski.

Dušan Dvořák wraz z żoną dumnie prezentują swoje roślinki

Dušan Dvořák, jeden z największych aktywistów konopnych w Czechach, zasłynął, gdy chcąc spopularyzować terapeutyczne właściwości marihuany, zasadził na własnym polu 800 roślinek dla ciężko chorych, a gdy policja plantację zlikwidowała, podał władze do sądu, domagając się odszkodowania za 300 kg marihuany. Oczywiście zatrzymano go i wytoczono mu proces, jednak zamiast 10 lat więzienia dostał tylko 30 miesięcy w zawieszeniu. Organy śledcze pod presją społeczną zdecydowały bowiem, że uprawa faktycznie miała być przeznaczona na wyrób dobroczynnych maści. Czy można za to kogoś naprawdę winić?

Bo politycy też marihuaną żyją – dosłownie i w przenośni. Już w 2006 r. hasło legalizacji trawki pojawiło się na plakatach wyborczych, a w ubiegłym roku doszło do skandalu, gdy socjaldemokratyczna partia CSSD każdemu nowemu członkowi obiecywała gram trawki za przyprowadzenie kolejnego chętnego – aferą zajęła się policja, ale dym został. W Czechach bez tego specyficznego zapachu trudno ­sobie wyobrazić imprezę towarzyską, popołudniową grę w brydża czy filmowy wieczór w domu. I żeby jeszcze tylko to szczęście dało się w końcu zalega­lizować tak jak kawę, czekoladę czy wino…

autor: Agata Pavlinec
via: Polityka



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 2

  1. avatar
    Nie mam złudzeń

    Polacy nie Czesi – nie wyobrażam sobie rzeczowej dyskusji o legalizacji marihuany w naszym parlamencie. Przeważają histeryczne komentarze, seryjnie powielana nieprawda o skutkach działania tego „narkotyku”, pojawiają się chóry oburzonych i zatroskanych o przyszłość młodzieży. Bzdury!
    Ale trzeba uporczywie walczyć i nie słuchać, gdy ktoś mówi, że to temat zastępczy. Jeśli chcą tego miliony ludzi, a skutki społeczne są w minimalnym stopniu (w porównaniu z alko i niko) negatywne, to chyba oczywista staje się konieczność zdepenalizowania konopii i w Polsce!
    Ale mimo to nie mam złudzeń…

  2. avatar
    Bruno

    Nie bardzo rozueimm co masz na myśli pisząc, że swobodny dostęp do środkf3w psychoaktywnych wymaga czegoś więcej . Czyli jednak kontrola- dlaczego? Oczywistym jest, że jeśliby sama Polska zalegalizowała, to stalibyśmy się drugą Holandią dla naszych sąsiadf3w- powinno to nastąpić na szeroką skalę- czyli na szczeblu unijnym dla wszystkich członkf3w UE obligatoryjnie (od 1 stycznia o wiele ważniejsze jest to co się dzieje w Brukseli niż w Wa-wie, więc proponuję przenieść marsze właśnie tam). Zresztą w moim pokoleniu sprzeciw wobec legalizacji (ci przebierańcy spod pomnika z pewnością nie są kolibrami i są zdecydowaną mniejszością, pewnie wtedy na rynku to był cały ich zapas, a ja nigdy nikogo takiego nie spotkałem osobiście, ale jestem z małego miasta więc wszystko jest możliwe) jest tak minimalny, że za ok 10 lat powinno już być całkowicie po problemie, no chyba że baronowie narkotykowi żyjący ze sprzedaży wielokrotnie droższych niż w rzeczywistości produktf3w przekażą odpowiednio wysoką sumkę w wychudłe ręce politykf3w

Polecamy: Bangla Wall