4 174 odsłon

Koszykarz Maciej Zieliński o marihuanie

Maciej Zieliński - legendarny koszykarz Śląska Wrocław, wielokrotny mistrz kraju, reprezentant Polski; od 2006 roku jest radnym Rady Miejskiej Wrocławia. (fot. Sebastian Stankiewicz)

Skłamałbym, jakbym powiedział, że nie paliłem marihuany. Zdarzało się. A kto nie palił? Mam 40 lat i wielu znajomych mniej więcej w moim wieku. To normalni ludzie. Pracują, mają firmy, rodziny i dzieci. Od czasu do czasu zapalą sobie skręta – mówi Maciej Zieliński

W sobotę ulicami Wrocławia, podobnie jak innych miast Polski, przeszedł Marsz Wyzwolenia Konopi. Około trzech tysięcy młodych ludzi domagało się legalizacji miękkich narkotyków. Organizatorzy manifestacji – Inicjatywa Wolne Konopie – postulują, aby każdy mógł posiadać 30 gramów marihuany na własny użytek, trzy krzaki konopi w domu, oraz chcą amnestii dla zatrzymanych za jej posiadanie. Z ustawionego na wrocławskim Rynku telebimu do zgromadzonych przemówił Maciej Zieliński: „Problem marihuany istnieje. Potrzebna jest rzeczowa dyskusja. Przepisy nie są sprawiedliwe, a wasz wiec pokazuje, że nie ma co chować głowy w piasek„.

Rozmowa z Maciejem Zielińskim

Wojciech Szymański: Jako były sportowiec, który osiągnął sukces, jest pan dla młodych ludzi autorytetem. Nie obawia się pan, że wystąpienie podczas marszu może spowodować, że sięgną oni po narkotyki?

Maciej Zieliński: Przede wszystkim chcę podkreślić, że nikogo nigdy nie zachęcałem i nie będę zachęcał do używania jakichkolwiek narkotyków. Moja – umownie mówiąc – obecność na sobotnim marszu była jednak całkowicie świadoma. Jeśli dzięki temu będziemy dyskutować o narkotykach, to właśnie na to liczę. Najgorsza jest sytuacja, kiedy wszyscy udają, że nie ma tematu, a wiadomo, że marihuanę pali w Polsce bardzo dużo ludzi.

Pan pali?

Nie. Ale skłamałbym, jakbym powiedział, że nie paliłem. Zdarzało się. Choć oczywiście nie robiłem tego, gdy czynnie uprawiałem sport – w sezonie czy przed meczem. A zresztą kto nie palił? Mam 40 lat i wielu znajomych mniej więcej w moim wieku. To normalni ludzie. Pracują, mają firmy, rodziny i dzieci. Doskonale wiem, że od czasu do czasu zapalą sobie skręta. Już nie mówię, że to jest powszechne na przykład w środowiskach artystycznych.

A sportowych?

Nie chcę generalizować, ale oczywiście znam sportowców, którzy okazjonalnie palą lub palili marihuanę. Być może wsadzam taką wypowiedzią kij w mrowisko, bo wyobrażenie o naszym środowisku jest nieco inne. Ja się obiema rękami podpisuję pod promocją sportu, każdej aktywności fizycznej, zdrowego trybu życia. Tylko zwracam uwagę, że wszyscy jesteśmy ludźmi. To, że sportowiec czasem zapali jointa, nie oznacza, że jest skończonym narkomanem.

To nie jest zachęta?

A mam obłudnie mówić, że jest inaczej, że sportowcy są święci? Jeszcze raz powtórzę: nikogo nie zachęcam do żadnych narkotyków – ani miękkich, ani twardych. Tyle że to nie zmienia faktu, że ludzie palą marihuanę. To jest powszechne zjawisko, i chyba trzeba się z tym pogodzić.

Przyjęta na początku tego roku ustawa mówi, że prokurator może odstąpić od ścigania osoby posiadającej narkotyki, gdy chodzi np. o niewielką ilość. To krok w dobrym kierunku?

Tak. Bo tu nie chodzi przecież o to, żeby od razu legalizować miękkie narkotyki, ale o to, by normalni ludzie nie szli do więzienia. Przecież ktoś, kto raz w miesiącu zapali jointa, nie jest żadnym przestępcą. Znane są statystyki, z których wynika, że więzienia są pełne takich ludzi. To jest dopiero tragedia, bo przecież oni do końca życia mają w papierach tę odsiadkę. Chodzi szczególnie o tych, którzy nie są regularnymi palaczami. Ci, co palą często, też są zamykani, tylko zdaje się, że ten pobyt w więzieniu nie oznacza, że po wyjściu przestają.

Czy rozwiązaniem jest legalizacja miękkich narkotyków?

Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, bo nie jestem ekspertem. Ale uważam, że trzeba rozważyć wszystkie „za” i „przeciw”. Tylko do tego potrzebna jest rzeczowa dyskusja – fachowców od uzależnień, specjalistów od narkotyków, prawników, policji. Jeśli jednak miałaby zapaść decyzja o legalizacji miękkich narkotyków, to jednocześnie trzeba zrobić akcję informacyjną, przede wszystkim wśród młodych ludzi, np. w szkołach. Im trzeba przedstawić uczciwie, co oznacza dla ich zdrowia np. palenie marihuany. Jako ludzie dorośli sami będą decydować, czy chcą jej używać. Edukacja w tej sprawie jest bardzo ważna.

W Marszu Wyzwolenia Konopi wzięli udział działacze Ruchu Palikota. Pan kandyduje do Sejmu z Wrocławia z Platformy. Czy zaangażowanie w sprawę narkotyków to pomysł na kampanię wyborczą?

Organizatorzy manifestacji sami się do mnie zwrócili, ale teraz wszystko można uznać za kampanię wyborczą. Ja tego tak nie kalkulowałem, bo właściwie nie wiem, czy to mi bardziej pomaga, czy szkodzi przed wyborami. Zaangażowałem się, bo chciałem powiedzieć, co myślę. W Sejmie chciałbym się przede wszystkim zająć kwestiami związanymi ze sportem i przedsiębiorczością, natomiast w debacie na temat marihuany również zabrałbym głos.

via: Gazeta Wyborcza



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarze

Brak komentarzy

Polecamy: Bangla Wall