12 054 odsłon

Czy marihuana jest z konopi?

„Archipelag Gułag, Holocaust, dwie wojny światowe – to zawdzięczamy cywilizacjom alkoholowym. Czy sytuacja na świecie nie wymaga, żebyśmy zastąpili agresywne używki psychodelikami?”. Rozmowa z Kamilem Sipowiczem, autorem książki „Czy marihuana jest z konopi?”

Zacznijmy od Adama i Ewy. Czy Ewa poczęstowała go marihuaną?

Bardzo prawdopodobne, że pod tym jabłkiem kryje się jakiś silny psychodelik. Substancja, która pozwoliła temu androidowi uruchomić nowe partie w mózgu. Może w ten właśnie sposób powstała świadomość, doszło do mutacji genu odpowiedzialnego za mowę. Oczywiście to spekulacja, z której można się śmiać. Ale antropologowie alternatywni jak Terence McKenna uważają, że mogły być to cannabis, bieluń, muchomor, ruta syryjska, substancja zawierająca DMT, czyli tzw. molekułę Boga.

Co to jest „molekuła Boga”?

To psychodelik stosowany w Ameryce Południowej. Występuje w roślinach – w rucie syryjskiej, ayahuasce oraz akacji synajskiej. Niektórzy twierdzą, że Mojżesz spożywał akację synajską i stąd miał wizje. DMT wywołuje stan podobny do stanów opisywanych przez proroków, mistyków i twórców religii.

Jest w tym jakaś celowość, że pewne rośliny zostały skonstruowane tak – przez Boga, przez naturę, przez jakąś energię – by w zderzeniu z człowiekiem następowała wymiana molekularna, która umożliwia osiągnięcie transcendencji.

Jedną z cech ludzkości jest używanie substancji zmieniających świadomość. Zwierzęta ich nie używają.

Praczłowiek musiał eksperymentować na ślepo, wiele używek go zabijało. Aż znalazł te, które go wprowadzały w wyższy stan. Między innymi marihuanę.

Czy marihuana jest z konopi?

Tytuł mojej książki – „Czy marihuana jest z konopi?” – to słynne pytanie zadane kiedyś przez Jarosława Kaczyńskiego. Żeby było jasne: każda marihuana jest z konopi, ale nie każde konopie są marihuaną.

W książce pokazuję, jak przez ostatnie 12 tysięcy lat – tyle, ile sięga historia – używano produktów z konopi. I w sensie przemysłowym – do produkcji lin, tkanin, sieci, ubrań. I jako lekarstw. I jako środka do kontaktu z bogami czy Bogiem. Bo na początku psychodeliki z marihuaną na czele zarówno w animizmie, politeizmie, jak i monoteizmie były używane przez szamanów

i proroków do kontaktów z istotą wyższą.

Pytia ze świątyni Apollina była upalona?

Tylko nie wiadomo, co paliła. Są też spekulacje, że tam się z ziemi wydobywał gaz halucynogenny. Albo że były to halucynogenne liście laurowe lub mimozy.

Kamil Sipowicz – polski historyk filozofii, dziennikarz, poeta, rzeźbiarz i malarz.

A apostołowie, jak sugerowała Doda, byli upaleni?

W judaizmie i chrześcijaństwie też stosowano psychodeliki. Mojżesz i Ezechiel prawdopodobnie używali akacji synajskich i ruty syryjskiej, stąd ich wizje. A manna, która spadła z nieba, mogła być zbożem zawierającym sporysz, czyli odpowiednik LSD. Pisał o tym Majmonides oraz Filon Aleksandryjski.

Niemożliwe, żeby Palestyna, otoczona przez społeczeństwa używające marihuany, była pozbawiona tych środków. Teraz powstała dziedzina nazwana archeobotaniką, która może to rozwikłać. Ale wiele wskazuje na to, że Doda miała genialną intuicję.

Psychodeliki mogą wywołać stany mistyczne. Widać wtedy względność, złudność, ulotność rzeczywistości. I pojawia się poczucie, że za tą rzeczywistością istnieje inna, prawdziwa.

Oczywiście u niektórych, bo u większości to niczego nie wywołuje oprócz chichotu. Nie chcę z marihuany robić bożka.

Konopie były używane we wszystkich cywilizacjach: Indie, Chiny, Japonia, Egipt, Babilon, Grecja, Asyria. W jednych mniej intensywnie, w innych bardziej.

A tam gdzie bardziej, to co?

Społeczeństwa cannabisowe, jak np. w Indiach, są bardziej pacyfistyczne niż społeczeństwa alkoholowe. Nietzsche powiedział, że „Azjatów od Europejczyków różni może właśnie zdolność do dłuższego, głębszego zażywania spokoju. Nawet ich narkotyki działają powoli i wymagają cierpliwości. W przeciwieństwie do obrzydliwie nagłego działania europejskiej trucizny – alkoholu”. To motto mojej książki.

Nie znam wojen, które wywołały Indie. Obie wojny światowe wywołały społeczeństwa alkoholowe. Kraje arabskie, tureckie, perskie, Indie, Pakistan przez całe wieki były społecznościami tolerancyjnymi wobec chrześcijan i Żydów. Agresja zaczęła się tam pojawiać dopiero wtedy, kiedy zaczęto delegalizację marihuany i opium.

A społeczeństwa używające w nadmiarze alkoholu – Niemcy, Rosjanie, Brytyjczycy, Japończycy – były siłą napędową destrukcji w świecie.

Chyba nie tylko destrukcji? W końcu maszynę parową, prąd elektryczny, silnik benzynowy wymyślono na alkoholowym Zachodzie, nie na marihuanowym Wschodzie.

Umysłowość zachodnia jest szybka, agresywna, wymaga szybszego niwelowania czasu i przestrzeni. Ale czy powinniśmy tak dalej żyć? Archipelag Gułag, Holocaust, dwie wojny światowe zawdzięczamy cywilizacjom alkoholowym. Czy sytuacja nie wymaga, byśmy zastąpili agresywne używki psychodelikami? Czytałem u Tony’ego Judta, że wzrost ekonomiczny i rozwój za wszelką cenę prowadzą do odczucia nieszczęśliwego życia i okaleczają naszą planetę.

Politycy w Polsce nie widzą żadnej wartości w przyrodzie. Duże partie są np. za zmniejszeniem Białowieskiego Parku Narodowego. A przyroda jest jedynym skarbem, jaki Polska ma. Gdyby zapalili marihuanę, może by dostrzegli, jaką piękną mamy przyrodę. A jak oni jadą na polowanie, jedzą bigos i piją wódę, to tego nie widzą.

Trudno sobie wyobrazić dziś premiera z jointem.

W różnych kwestiach premier wzbudza moje zaufanie, ale nie w kwestii legalizacji marihuany. Tu jest populistyczny; wie, że konserwatywne społeczeństwo jest przeciwko temu. W Polsce najłatwiej się politykuje, strasząc ludzi, więc nazywa się marihuanę strasznym narkotykiem.

Masowa hodowla marihuany mogłaby uratować całą ścianę wschodnią. Waldemar Pawlak mógłby się tu popisać, ale on ma chyba zbyt wąskie horyzonty. Z konopi można robić papier, lekarstwa, oleje, tkaniny… Kalifornia i Izrael już masowo hodują konopie.

Czarujesz. Nie chodzi przecież o papier i lekarstwa, tylko o legalizację używki.

Można przyzwyczaić społeczeństwo do przemysłu konopnego, przypomnieć sobie stare techniki przetwarzania. A kiedyś sprzedawać marihuanę jak alkohol w sklepach monopolowych.

Marihuana dostępna w Polsce to trujące świństwo. Nie daje haju, tylko uzależnienie. Jest zanieczyszczona dodatkami, żeby trzeba było do niej wracać. To tak jakby sprzedawać piwo z dodatkiem spirytusu metylowego. Państwo by sobie na to nie mogło pozwolić.

Właśnie nie pozwala!

Tylko przymyka oko. Politycy puszą się, że póki oni będą premierami, to narkotyków w Polsce nie będzie. A przecież są!

Inna rzecz, kiedy my sobie tu debatujemy, a inna jest sytuacja polityka, który miałby powiedzieć: bierzcie i palcie.

Potrzebujemy polityka na miarę Piłsudskiego, który będzie chciał wykonać duży skok. Trzeba patrzeć na kontekst. Czy premier wie, że na rynku jest zatruta marihuana, która nie daje haju, tylko uzależnia? Czy zastanawia się nad tym? Nie, on ma to gdzieś.

Podobnie jest z aborcją i podziemiem aborcyjnym. To polityka hasłowa i ideologiczna, bez głębszej refleksji i de facto irracjonalna. Do PO jest mi zdecydowanie bliżej niż do PiS-u, ale w polityce Platformy również odnajduję tę irracjonalność.

Jak Kaczyński pyta, czy marihuana jest z konopi, to wiem, że to jest szczere, bo on rzeczywiście nie ma o tym pojęcia, tak jak o prowadzeniu samochodu. Gorzej, jak Tusk mówi, że nie zgodzi się na narkotyki, bo ja wiem, że on wie, o co chodzi.

Każda partia, która powie inaczej, przegra wybory.

Niech nie legalizuje, ale niech zdekryminalizuje. Trzeba się zastanowić, co można zrobić, a nie udawać, że się walczy.

Mamy związane ręce konwencjami oenzetowskimi.

Konwencje można obejść. W Holandii się sprzedaje marihuanę. W Czechach za używanie nie wsadza się do więzienia. Jak się chce, to można.

Kiedy się zaczęła ta zła legenda? Od asasynów?

Sektę asasynów opisał podróżnik Marco Polo, który w swoich relacjach wymieniał np. olbrzymie potwory albo ludzi z głowami żab. Według niego przywódca sekty tworzył swoim wyznawcom raj – dawał haszysz, zapraszał hurysy. A kiedy haszysz przestawał działać, mówił, że będą mogli wrócić do raju, jeśli będą wykonywać jego polecenia, skrytobójstwa polityczne. Ta legenda wywołała fałszywe skojarzenie cannabis z agresją. Jeśli on rzeczywiście miałby im dawać haszysz, to żeby ich zanęcić do raju, a nie do zbrodni.

Legenda jednak przetrwała i odżyła w latach 20. XX wieku. Wtedy w Stanach Zjednoczonych marihuana stała się bardzo popularna, w każdej aptece było mnóstwo produktów. Nawet cukierki dla dzieci na kaszel zawierające cannabis. W pewnym momencie zaczęto się zastanawiać, czy konopie nie mogą zastąpić bawełny. A nawet czy nie da się produkować oleju napędowego do samochodów z masy konopnej. Ford produkował już takie prototypy.

Wtedy przerazili się potężni ludzie, jak William Hearst, ten, który stanowił pierwowzór postaci obywatela Kane’a w filmie Orsona Wellesa. Miał gigantyczne papiernie, zakłady chemiczne, 20 gazet, a na dodatek meksykańska rewolucja zabrała mu kilkadziesiąt tysięcy hektarów ziemi. Czuł przez to ogromną nienawiść do Meksykanów i czarnych.

Hearst zaczął w swoich gazetach produkować artykuły o zbrodniach dokonanych po marihuanie. Uruchomił psychozę, a dzięki prasie można manipulować ludźmi. Stworzył z niej potworny narkotyk.

Brzmi jak teoria spiskowa.

To potwierdzają źródła. Pamiętaj też, jaki był wtedy klimat: straszny rasizm, a marihuanę palili głównie Meksykanie i czarni. Po wprowadzeniu zakazu były wielkie protesty farmerów.

To ogromne pieniądze. Całe lobby, biznes naftowy, bankowy, medialny.

Szefem amerykańskiego Biura ds. Narkotyków został Harry Anslinger, krewny Hearsta. I doprowadził stopniowo do delegalizacji marihuany.

To może brzmieć jak teoria spiskowa, ale jeśli chodzi o marihuanę, nie ma żadnego powodu, żeby była zakazana. Jednak dlatego, że jest zakazana, obracają nią grupy przestępcze. Czy część tych gigantycznych pieniędzy nie jest wstrzykiwana w system polityczny? CIA udowodniono, że finansowała Contras z pieniędzy z handlu narkotykami.

Co daje marihuana?

W tej chwili nie palę, bo mi to nie jest potrzebne. Ale paliłem intensywnie marihuanę i haszysz 30 lat temu, pomagało mi to w studiach filozoficznych, poezji, literaturze, w rozwoju duchowym i intelektualnym.

Byłem w latach 70. w ruchu hipisowskim. Jeśli była marihuana, słuchaliśmy przy tym muzyki, dyskutowaliśmy o filozofii. To był rytuał – siedzieliśmy w kółku, przekazywaliśmy sobie jointa, dla nas było to święte ziele, które wprowadzało nas w wyższy stan świadomości.

Nie w śmiechawkę?

Oczywiście była radość i wesołość. Ale pisaliś-my wiersze, malowaliśmy obrazy, robiliśmy teatr. Nie paliliśmy rekreacyjnie, dla polepszenia nastroju, jak ludzie dziś. Tylko w sensie kognitywnym, lepszego poznania, kontaktu ze sztuką, z przyrodą.

Kamil Sipowicz prywatnie związanym jest Olga Jackowska czyli Korą, z którą ma syna Szymona

W Maanamie się paliło?

Oczywiście. Kora może ci zaraz potwierdzić, że bardzo dużo tekstów napisała po marihuanie. Na pewno „Paradę słoni”. Marihuana potrafiła ją skupić na słowie, na pracy, pozwalała się odciąć od innych bodźców.

Seks po marihuanie jest rzeczywiście taki odlotowy, jak piszesz w książce?

Tak. Wzmacniają się doznania zmysłowe i estetyczne. Akty zjednoczenia z drugą osobą są pełniejsze i głębsze. Marihuana nie tyle jest afrodyzjakiem, ile intensyfikuje doznania.

Charles Baudelaire mówił, że po marihuanie poeta będzie bardziej poetą , a przed handlarzem bydłem pojawią się stada bydła. Ona nie przynosi nic nowego, tylko intensyfikuje to, co w tobie jest.

W historii, którą pokazujesz w swojej książce, marihuana cały czas przeplata się z haszyszem, opium. Czy legalizując marihuanę, nie otworzymy furtki dla fury mocno szkodliwych narkotyków?

Świat niedługo odejdzie od walki z narkotykami, bo ona jest przegrana. Mafia jest zbyt potężna. W Meksyku powstała armia silniejsza od armii rządowej, ma własne łodzie podwodne, samoloty.

Tylko czy poddając się, nie strzelimy sobie w stopę?

Gdy opium było dostępne w aptece, narkomania nie była większa niż dzisiaj. Skąd Witkacy miał meskalinę? Z apteki. Coca-cola przed wojną zawierała kokainę. Były papierosy, które zawierały opium.

Kiedy w Indiach starzy ludzie palili sobie fajeczkę opium, nie było to plagą społeczną. Nie było zagrożenia, póki biały człowiek nie wyekstraktował z tego jednego mocnego alkaloidu – morfiny, a później jeszcze mocniejszego – heroiny. Dopiero kiedy heroina i morfina wróciły do tych krajów, powstał problem. Podobnie z kokainą. Kiedy wieśniacy żuli sobie liście koki, to nikomu nie szkodziło. Dopiero kiedy wyekstraktowano z tego kokainę, powstał problem.

Biały człowiek przynosi światu zło. Powstaje diabelski węzeł, którego nie można rozwiązać. Więc trzeba go przeciąć.

Przejdę na drugą stronę: to dlaczego ludziom zabraniać używania czegokolwiek?

Ja dzielę substancje na psychodeliki i inne euforyki. Zgodnie z klasyfikacją szkodliwych substancji Leopolda Lewina produkty cannabisowe to nie to samo co bardzo silne opiaty czy pobudzające amfetamina i kokaina. Należałoby znaleźć rozwiązanie – może sprzedawać je w sklepach monopolowych, może aptekach, ale na pewno nie zostawiać w rękach gangów.

A co z twardymi narkotykami? Dlaczego mamy czegokolwiek ludziom zabraniać? Czegokolwiek, co nie narusza dobra drugiego człowieka?

Całkowita wolność w społeczeństwie nie jest możliwa. Na tym polega umowa między człowiekiem a państwem, przez którą człowiek staje się obywatelem i przyjmuje na siebie pewnego rodzaju ograniczenia. Tak samo, jak kryzys pokazał, że całkowicie wolny rynek się nie sprawdza, że gdyby nie interwencje państwa, to wolność ekonomiczna ludzi doprowadziłaby do zagłady społeczeństw. Dlatego państwo musi tę wolność w pewien sposób ograniczać.

Podobnie jest z używkami, narkotykami – pewne granice muszą istnieć. Inaczej może zbyt duża liczba ludzi zaczęłaby używać tych środków i społeczeństwo by stanęło.

Dlatego państwo musi mieć pewną kontrolę.

Jaką?

Alkoholu nie sprzedaje się nieletnim i nie reklamuje w telewizji. Na papierosach pisze się, że powodują raka. Gdyby zezwolono na marihuanę, powinna za tym iść edukacja, informacja. Powinno to zostać poprzedzone rzetelnymi badaniami psychologicznymi, medycznymi. Może lepiej tego nie palić, tylko jeść, żeby nie szkodziło na płuca. Tu powinny racjonalnie interweniować ministerstwa zdrowia i edukacji.

Napisałem moją książkę, żeby ludzie zobaczyli związki człowieka z tą rośliną. I żeby politycy po przeczytaniu tej książki powiedzieli, jakie widzą argumenty za kryminalizacją marihuany.

Bo taka jest umowa społeczna.

Dlaczego politycy mają stawać między mną a rośliną? I ja, i ta roślina jesteśmy mieszkańcami kosmosu. Ja nie chcę propagować marihuany tą książką. Ja się pytam, dlaczego to jest karalne.

Kokaina, heroina to chemiczne wytwory z roślin. A marihuana to przydrożna roślina. Z niej się nie da zrobić ekstraktu, czystego THC. To cudowny, harmonijny związek wielu alkaloidów.

Marihuaną mocno interesuje się ostatnio medycyna. W Kalifornii i Izraelu robi się leki na bóle, których nie można zwalczyć opiatami, na stwardnienie rozsiane, jaskrę, brak łaknienia. Marihuana ma też silne działanie antydepresyjne.

Ja walczę o to, żeby marihuana nie była traktowana w sposób irracjonalny. Nie dla siebie; nie trzeba być Murzynem, żeby walczyć o prawa czarnych. Żal mi młodych ludzi, którzy przez ciekawość, chęć eksperymentu mieli zniszczone życie, byli zagrożeni więzieniem. Będą to mieli w aktach, nie dostaną wizy amerykańskiej, nie zostaną politykami.

Gdyby dzisiejsi politycy byli konsekwentni, powinni zdelegalizować tataraki, wilcze jagody, muchomory i jeszcze pół zielnika. Doprowadziłoby to do sytuacji absurdalnej, że policja musiałaby obstawić wszystkie jeziora, bo rośnie tam tatarak.

Co przyniesie w tej kwestii XXI wiek?

Przywróci związek człowieka z roślinami. Marihuana będzie legalna, bo coraz bardziej popularne będą substancje ułatwiające medytację. Wywołujący agresję alkohol będzie w odwrocie, bo ludzie już mają dosyć ciągłej gonitwy, będą się chcieli na chwilę zatrzymać.

Używanie marihuany nie będzie jednak permanentne. Upojenie tylko wtedy ma sens, kiedy jest rzadkie i odświętne.

Do kościoła będziemy chodzili wyłącznie upaleni?

Nie wiem, do jakiego kościoła będą ludzie chodzili. W Ameryce Południowej istnieją już dziś kościoły ayahuascowe. To ten psychodelik od „molekuły Boga”.

Ludzie zawsze będą konsumować jakieś używki, więc dobrze zmienić ich przyzwyczajenia konsumenckie na bezpieczniejsze. Myślenie polityków mogą zmienić nie argumenty zdrowotne, tylko ekonomiczne.

Jak to ekonomiczne?

Uważam, że ludzie używający produktów cannabisowych nie będą doprowadzać do destrukcji społecznej. A alkohol powoduje agresję. W Polsce ciągle czytamy o historiach, że ktoś pijany zamordował rodzinę albo przejechał kogoś na pasach. Marihuana bardziej tonizuje zachowanie człowieka. Od marihuany w człowieku rośnie tolerancja.

Alkohol pewnie nie zniknie. Ale kto powiedział, że alkohol musi być pierwszą używką?

autor: Wojciech Staszewski
via: Duży Format – Gazeta Wyborcza



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 2

  1. avatar
    dfgs

    Bardzo dobra książka i trzeba podkreślić, że genialnie wydana. Odnośnie wywiadu: molekuła boga to raczej bozon Higgsa, DMT – „molekuła duszy”, a Witkacy nie miał meskaliny z apteki tylko jak sam pisze dostał kilka galek peyotlu od znajomego Prospera Szmurły, który aptekarzem zdecydowanie nie był… wiele rzeczy w aptekach sprzedawano ale nie meskalinę. Tak czy siak za książkę wielkie gratulacje!

  2. avatar
    janowicz69@gmail.com

    Nie wiem czy sam znajdę czas na lekturę tej książki, ale na podstawie zamieszczonego tu wywiadu z panem Sipowiczem, widać że to pozycja, z którą zdecydowanie warto się zapoznać – zwłaszcza jeśli ktoś interesuje się tematem lub ma obiekcje względem legalizacji marihuany.
    Od siebie dodam tylko: ludźmi będącymi pod wpływem alkoholu jest zdecydowanie łatwiej sterować, gdyż ich psychika, zdolność percepcji i samodzielnego wyciągania wniosków jest przytłumiona – paląc zioło otwieramy się na świat (a świat to nie tylko my ludzie!), zauważamy jego piękno, doskonałość oraz harmonię, z dystansem i refleksją podchodzimy do własnej egzystencji oraz przeróżnych opinii, haseł, mód czy innych „strasznie ważnych” rzeczy, które wtłaczają nam do głowy media. Zatem w jawnym interesie polityków (i różnych innych darmozjadów) jest propagowanie bredni na temat używania marihuany oraz podtrzymanie zakazu jej spożywania. Ludzie palący zioło (jak w znanym kawale) mają raczej ochotę coś zjeść niż słuchać wiekopomnych mądrości przywódców narodu.

Polecamy: Bangla Wall