8 124 odsłon

Szyfrant od slangu narkotykowego

Kiedyś slang narkotykowy był jak więzienna grypsera. Znało go niewielu. Dziś nawet dziecko wie, że „zioło” to marihuana, a „białe” to amfetamina. Dawniej głównie mówiło się o „kompocie”, a dziś na samą tylko marihuanę jest ponad dwieście sześćdziesiąt określeń. To odrębny, żywy język – mówi Jacek Wrona, jedyny w Polsce biegły sądowy od slangu narkotykowego.

O slangu: Wchodzisz do restauracji, siadasz przy stoliku, coś tam zamawiasz. Przy innych stolikach siedzą ludzie. Piją, jedzą, rozmawiają. Postaraj się posłuchać o czym mówią, jak mówią. Bo każdy mówi innym językiem. Inaczej będą ze sobą rozmawiali prezesi korporacji, inaczej lekarze, handlowcy, a jeszcze inaczej kierowcy tirów. Każda grupa społeczna, każda właściwie grupa zawodowa ma swój odrębny język. Kod, czasami znany tylko sobie. Specyficzny, często trudny do zrozumienia. Siadasz w restauracji, przysłuchujesz się o czym rozmawiają ludzie i po pewnym czasie już wiesz, kim są, co sobą reprezentują. Jakie mają wykształcenie, jakim językiem ze sobą rozmawiają. Ludzie będą mówić tym samym językiem, ale każdy jednak inaczej. W swoim slangu.

Po swojemu mówią też narkomani, dilerzy, czy nawet dzieciaki pierwszy raz kupujący działkę marihuany. W swoim slangu chcą ukryć to, o czym rozmawiają, język w tym przypadku ma być jak kamuflaż. To jasne, że dzieciak nie zadzwoni do dilera i nie powie, że chce kupić działkę amfetaminy, albo marihuany. Użyje kodu. Zaszyfruje swoje zamówienie.

Ja jestem od tego, żeby je odszyfrować. Nazywam się Jacek Wrona. Jestem szyfrantem od slangu narkotykowego. Jedynym w Polsce biegłym sądowym w tej dziedzinie.

O sobie: Jestem byłym policjantem. Przeszedłem długą drogę. Od zwykłego komisariatu, poprzez komendę rejonową, miejską, wojewódzką. Potem pracowałem w Centralnym Biurze Śledczym i w policyjnej szkole w Szczytnie. Piętnaście lat służyłem w mundurze. W różnych miejscach, na różnych stanowiskach, ale zawsze przy narkotykach. Poznałem to środowisko, rozpracowywałem dużych narkotykowych bossów i małych dilerów, co pod szkołą sprzedają działki dzieciakom. Bez bossa nie ma dilerów, i odwrotnie bez dilerów nie ma bossa. Łapaliśmy wszystkich – i te grube ryby, i małe płotki. Nie można tego rozdzielać, nie można tylko skupiać się na bossach. Gruba ryba żyje dzięki małym płotkom. To jeden organizm, jedno środowisko, jeden język. Przez tyle lat go poznawałem i do dziś mnie zaskakuje. To żywy język, tworzy się każdego dnia, rozbudowuje, ciągle zmienia.

O narkotykowym kodzie: Kiedyś narkotykowy kod był jak więzienna grypsera, znało go wąskie grono ludzi, głównie ci co ćpali. Może jeszcze kilku policjantów, ale do tego nikt z zewnątrz. To był zamknięty język, nie dla laików. Dziś jest inaczej. Narkotykowy slang zna każdy. Nawet dziecko wie, że „białe” to amfetamina, a „zioło” to marihuana. To już właściwie potoczny język.

Ale dragi się zmieniają i zmienia się slang. Kiedyś królowała heroina, był ten najpopularniejszy „kompot”, były szyfry na leki wykradane z aptek. Dziś tego nie ma. Narkomani nie gotują już „kompotu”, nie okradają aptek. Dziś mają dużo większy wybór narkotyków i na każdy wymyślają swoją nazwę, tajny kod. Zresztą nie tylko na narkotyki.

autor: Maciej Stańczyk
via: Onet.pl



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

1 Komentarz

  1. avatar
    hehe

    Ale mundry 😀

Polecamy: Bangla Wall