11 566 odsłon

Coffee Shopy w Holandii zmienią się w kluby

Do końca roku wszystkie coffee shopy w południowej Holandii mają zmienić się w kluby, do których wstęp będą mieli tylko stali klubowicze. Rząd demontuje tradycyjnie tolerancyjną politykę tolerancji wobec miękkich narkotyków

Chodzi niemal o wizytówkę kraju, bo od lat 70. XX w. sprzedaż niewielkiej ilości miękkich narkotyków była w Holandii dozwolona w koncesjonowanych kafejkach zwanych coffee shopami. Jest ich dziś ok. 500, o 300 mniej niż jeszcze kilka lat temu. Klienci mają prawo kupić tam do 5g marihuany, wypalić skręta i pogadać przy piwie w słodkich oparach narkotyku.

Jest to zgodne z gedoogbeleid, czyli polityką tolerancji wobec miękkich narkotyków wywodzącą się z liberalnego założenia, że skoro nie można czemuś zapobiec, trzeba starać się to kontrolować. Gedoogbeleid miała głównie na celu wyciągnięcie miękkich narkotyków z rąk kryminalnego półświatka i kontrolowane zmniejszanie ich użycia. W dużej mierze to się udało, ale ostatnie prawicowe rządy stwierdziły, że polityka ta nie przyniosła spodziewanych efektów, za to doprowadziła do narodzin narkoturyzmu.

Mark Rutte - holenderski polityk, były sekretarz stanu, lider Partii Ludowej na rzecz Wolności i Demokracji (VVD). Premier Holandii od 14 października 2010.

Po kilku latach debat i politycznych podchodów rząd premiera Marka Rutte zdecydował się w zeszłym tygodniu wcielić w życie rekomendacje specjalnej komisji Wima van de Donka poproszonej w 2009 r. o przygotowanie zmian w polityce wobec miękkich narkotyków. Komisja postulowała m.in. przekształcenie coffee shopów w kluby zamknięte dla narkoturystów z Francji, Niemiec i Belgii, którzy są uciążliwi dla lokalnych społeczności.

Szacuje się, że na 16 mln Holendrów marihuanę pali regularnie 400 tys. osób. Ale główni klienci coffee shopów to wcale nie Holendrzy, tylko właśnie kilkanaście milionów turystów, którzy kafejki te uznają za taką samą (jeśli nie większą) atrakcję turystyczną jak wiatraki, kanały, starówkę w Delft czy zwodzone mosty w Amsterdamie. To wszystko zmieni się do końca roku, gdyż coffee shopy staną się koncesjonowanymi klubami, w których skręta będzie można kupić za okazaniem klubowej karty przyznawanej osobom od 18. roku życia.

Każdy z coffee shopów będzie mógł mieć nie więcej niż 1-1,5 tys. stałych członków. Nie jest jeszcze jasne, czy karty będą zarezerwowane tylko dla obywateli Holandii, co postuluje rząd. Jak tłumaczy Wim van der Weegen z holenderskiego ministerstwa sprawiedliwości, trzeba poczekać na orzeczenie holenderskiego sądu najwyższego w sprawie legalności zamknięcia coffee shopów dla cudzoziemców. Gdyby ten orzekł, że nie jest to zgodne z prawem, to właściciele coffee shopów będą musieli zdecydować, jak rozdzielić karty członkowskie między swoich i cudzoziemców.

Kluby z miękkimi narkotykami będą musiały być oddalone o co najmniej 350 m od szkół, co zapewne wymusi zamknięcie wielu obecnie działających kafejek. Policja jeszcze bardziej bezwzględnie tropić będzie nielegalne plantacje marihuany, których obecnie rocznie likwiduje ok. 5 tys. Problem w tym, że wszystko to może zepchnąć marihuanowy rynek wart 2 mld euro rocznie (szacunek dziennika „De Telegraaf”) do przestępczego podziemia. Choć klientów coffee shopów ubędzie, to popyt na miękkie narkotyki nie spadnie, a narkotykowe gangi wyślą na ulice i do szkół Holandii zastępy swych dilerów.

W Amsterdamie nowe przepisy miałyby wejść najpóźniej za dwa-trzy lata

Dlatego przeciwko rządowym planom protestuje Amsterdam – miasto, w którym coffee shopów jest najwięcej. Gabinet Ruttego zakłada więc, że w Amsterdamie nowe przepisy wejdą najpóźniej, za dwa-trzy lata. Specjalne przywileje dla Amsterdamu da się obronić, gdyż pielgrzymki narkoturystów zakłócają głównie życie mieszkańców przygranicznych miasteczek. Część z nich, jak np. Bergen op Zoom czy Roosendaal, już same zdecydowały o zamknięciu narkotykowych kafejek.

To prawdziwa rewolucja, której towarzyszą inne istotne zmiany obyczajowe wywracające do góry nogami tradycyjną holenderską politykę tolerancji. Rząd stara się ograniczyć legalną tam prostytucję (pojawił się nawet kuriozalny pomysł, aby prostytutki nosiły identyfikatory). Władze Amsterdamu zmieniają słynną dzielnicę czerwonych latarni w kwartał sklepów i apartamentów. Holenderskie MSW i resort pracy chcą natomiast zaostrzyć przepisy dotyczące imigracji, także tej z krajów UE, oraz ograniczyć możliwość łączenia imigranckich rodzin.

via: Gazeta Wyborcza



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 3

  1. avatar
    Bawor

    LOL. In all seriousness, Google suvryes is just getting started literally, so they’re road testing it in the US and if it takes off, they’ll roll it out worldwide over time.

  2. avatar
    Vlad

    Your posting is abuetsloly on the point!

  3. avatar
    krzysiu

    A prawda jest taka że Holandia się kończy :) pracowałem tam przez ostatni rok – przyjemne z pożytecznym tamtejsze „kofy” to cos pieknego a to sranie polityków ma na celu przypodobanie się starzejącemu się społeczeństwu które przez napływ imigrantów staje się coraz bardziej konserwatywne, choć z drugiej strony ciekawi mnie jak w kraju w którym legalne jest dosłownie wszystko z eutanazją włącznie zostanie przyjęta ustawa która niszczy to co z Holandią na całym świecie kojarzy się najbardziej :)

Polecamy: Bangla Wall