4 660 odsłon

Przemytnicy na motolotniach

Żołnierz w bazie wojskowej w Mexicali w Meksyku, patrzy na dwa ultralekkie samoloty, które zostały skonfiskowane przemytnikom narkotyków.

Meksykańskie gangi kopały już podziemne tunele i wynajmowały łodzie do przerzucania narkotyków przez granicę z USA. Ostatnio przestępcy znaleźli zupełnie nowy sposób – paczki z marihuaną szmuglują drogą powietrzną.

Piloci ultralekkich samolotów, tzw. mikrolotów, przypominających proste motolotnie, zrzucają towar na pola uprawne lub porośnięte krzewami pustynie wzdłuż południowowschodniej granicy.

Ich silniki wydają ciche pomruki, gdy powoli i nisko przelatują nad granicą. W blasku księżyca pomalowane na czarno skrzydła są ledwo widoczne na ciemnym niebie. Siedzący w otwartym kokpicie piloci – niektórzy uzbrojeni – jedną ręką trzymają drążek sterowniczy, drugą zaś podnoszą zasuwkę i zrzucają 115-kilogramowy ładunek. Paczka głośno uderza o ziemię. Jedyny ślad po kolejnym udanym przemycie to krater w piasku.

Na początku, w 2008 roku zorganizowano parę takich przerzutów w Arizonie, dziś to powszechny proceder od Teksasu po kalifornijską Imperial Valley. Niedawno ultralekkie samoloty, podejrzane o przewożenie narkotyków, widziano nawet w okolicy San Diego. Jak informują amerykańskie służby graniczne, nad autostradą międzystanową nr 8 namierzono co najmniej dwa takie mikroloty przemytnicze.

W ostatnim roku fiskalnym, zakończonym 30 września, ultralekkie samoloty wykonały 228 kursów – to niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Do kwietnia tego roku służby graniczne naliczyły już 71 takich pirackich lotów.

Ultralekkie samoloty latają nocą przy wyłączonych światłach, w ciągu kilku minut potrafią pokonać granicę, zrzucić ładunek i wrócić do Meksyku. Widuje się je rzadko, ale jeśli już samolot zostanie namierzony, lot często kończy się dramatycznie. Śmigłowce Black Hawk należące do Biura Celnego i Ochrony Granic Stanów Zjednoczonych (CBP) i samoloty F-16 przegoniły znad Arizony co najmniej dwa przemytnicze mikroloty. W ubiegłym miesiącu z ultralekkim samolotem omal nie zderzyli się dwaj brytyjscy piloci śmigłowców, którzy uczestniczyli we wspólnych amerykańsko-brytyjskich manewrach w Imperial Valley.

Przemyt to niebezpieczne zajęcie. Silny wiatr wiejący na wysokości może przewrócić samolot. Światło księżyca ułatwia widoczność, ale niektórzy piloci pomagają sobie noktowizorami. Inni dla lepszej orientacji latają wzdłuż autostrad. Strefę zrzutu oświetlają im załogi naziemne, używając w tym celu lamp stroboskopowych lub światła chemicznego. Nie ma tu miejsca na błędy. Co najmniej jeden pilot-przemytnik doznał paraliżu i jeden zginął w katastrofie.

W ubiegłym roku detektyw Mario Salinas z Calexico w Kalifornii idąc rano do samochodu usłyszał dziwny hałas nad posterunkiem policji. – To było takie buczenie, coś jakby kosiarka do trawy. Patrzę w górę, a tam taki mały samolocik – mówi Salinas. Od razu ruszył w pościg za samolotem, ale pilot uciekł mu nad pustynię.

autor: Richard Marosi
via: LA Times



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarze

Brak komentarzy

Polecamy: Bangla Wall