6 439 odsłon

Tabletki na kaszel zamiast dopalaczy

Złe dawkowanie leków może być niebezpieczne

Młodzi nie biorą już dopalaczy. Mają coś innego. Aptekarze informują o wzmożonej sprzedaży leków bez recepty zawierających substancje psychoaktywne. A lekarze alarmują, że coraz więcej nastolatków ulega zatruciu lekami

Nie tak dawno rząd odtrąbił sukces w walce, jaką wypowiedział producentom i sprzedawcom dopalaczy. W październiku 2010 masowo zamykano sklepy, w których można było je kupić. Handel przeniósł się do internetu, ale młodzi, obawiając się czarnego rynku i konsekwencji związanych z zakupem nielegalnych substancji, przestali kupować dopalacze. Niestety, znaleźli coś innego. Odkryli, że wiele z leków dostępnych w aptekach bez recepty zawiera m.in. opiaty – substancje występujące w maku lekarskim.

Kosztują 5-6 zł i są znacznie silniejsze od dopalaczy, a działają podobnie jak heroina – ostrzegają terapeuci zajmujący się uzależnieniami.

Na jednym z forów internetowych aGlassOfMilk pisze: – Po godzinie od pierwszej dawki zaczyna mi szumieć i piszczeć w uszach, wzrok mam trochę gorszy, zamazany, wszystko zaczyna trochę wirować (…). Nagle uświadamiam sobie, że właśnie w myślach uśmierciłem swoją matkę, wszystkie trzy dawki działają, jak powinny i zabawa się zaczyna.(…) Po 900 mg doznałem mistycznego objawienia i po rozmowie z Bogiem nie wskakuję już na większe dawki niż 500 mg.

Od początku roku tylko w jednym z łódzkich szpitali odnotowano ok. 20 przypadków zatrucia lekami. Wszystkie były spowodowane świadomym przedawkowaniem preparatów dostępnych w aptekach bez recepty.

Młodzi biorą je, by się naćpać. Ostatnio mieliśmy 13-letnią dziewczynkę z ostrym zatruciem, nieprzytomna trafiła na intensywną terapię – mówi anonimowo jeden z lekarzy.

Dociera do mnie wiele sygnałów od lekarzy o coraz młodszych pacjentach zatrutych lekami – mówi Marek Grondas z łódzkiego Monaru. – Słyszałem o nastolatku, który wziął od 120 do 180 tabletek popularnego leku na kaszel. To jest śmiertelna dawka.

Grzegorz Kucharewicz, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej: – Dziś leki można kupić wszędzie, nawet na stacjach benzynowych czy sklepikach. Wiele z nich dostępnych jest bez recepty. A powinny być wydawane z przepisu lekarza.

Niestety, nie ma dokładnych danych o wzroście zatruć lekami. W Polsce nie ma systemu, który by to monitorował. Prof. Piotr Burda, krajowy konsultant w dziedzinie toksykologii klinicznej, od lat apeluje do Ministerstwa Zdrowia, aby przyspieszyło prace nad stworzeniem takiego systemu.

Mamy sieć ośrodków informacji toksykologicznej [w całym kraju jest ich dziewięć – red.]. Lekarze powinni mieć obowiązek zgłaszania do nich wszystkich przypadków zatrucia. Potem te dane trafiałyby do centralnego ośrodka, który by je analizowałby. Chodzi nie tylko o statystykę, do ilu zatruć dochodzi, ale także jakie są ich skutki. Jeśli zaobserwujemy wzmożony wzrost sprzedaży np. leków zawierających substancje psychoaktywne, system ochrony zdrowia powinien natychmiast reagować. Dziś możemy tylko teoretyzować, że młodzież w wieku 16-18 lat częściej kupuje dany środek. Dopóki nie powstanie taki system, nasza wiedza będzie powierzchowna – wyjaśnia Burda.

Resort zdrowia zapewnia, że pracuje nad projektem nowelizacji ustawy o zdrowiu publicznym, w której ma znaleźć się zapis o stworzeniu systemu informacji. Kiedy projekt powstanie – nie wiadomo.

via: Dziennik Metro



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarze

Brak komentarzy

Polecamy: Bangla Wall