4 482 odsłon

O tym, jak policjanci na konopiach się nie poznali

Legalna uprawa konopi nie spodobała się funkcjonariuszom policji

Gdyby to była bajka, mogłaby nosić tytuł: „O tym, jak policjanci na konopiach się nie poznali”. To jednak nie jest bajka, tylko historia prawdziwa z okolic Sidry

Na początku 2009 r. Lokalna Organizacja Turystyczna „Brama na Bagna” ze Strękowej Góry zaczęła realizować dwuletni projekt poświęcony tradycyjnym roślinom. Do sadzenia lnu i konopi zachęciła rolników i właścicieli kwater agroturystycznych. Niewielkie poletka miały zachęcić do powrotu do upraw naturalnych roślin włóknistych i oleistych, które na Podlasiu obecne były przez wieki, ale wyparły je rzepak oraz importowana bawełna, juta i tworzywa sztuczne.

Konopie teraz prędzej niż z roślinami włóknistymi kojarzą się z odmianą indyjską i marihuaną.
Dlatego na pierwsze nasze spotkanie zaprosiliśmy przedstawicieli Komendy Wojewódzkiej Policji z wydziału antynarkotykowego. Informacje o uczestnikach projektu przesłaliśmy zaś do urzędu marszałkowskiego i urzędów gmin po to, by urzędnicy mieli świadomość, gdzie znajdują się legalne uprawy – mówi Piotr Znaniecki z „Bramy na Bagna”.

W sumie chodziło o około 30 rolników i właścicieli kwater agroturystycznych oraz szepietowski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, który też zaangażował się w projekt. Znaniecki opowiada, że z uprawami nie było problemów. Policjanci – owszem – odwiedzali od czasu do czasu uprawy, ale bardziej z ciekawości. Zdarzało się, że nawet doradzali, co zrobić, by rośliny pięły się bardziej do góry.

We wrześniu 2010 r., gdy projekt zbliżał się już do końca, doszło do nieprzyjemnej sytuacji w gminie Sidra.

Dostałam telefon, że po moim poletku konopi chodzi policja. Podobno z ich badań wynika, że zawierają substancje narkotyczne. To była plantacja 10 na 10 m, z roślinami rosnącymi w rządkach co 12-15 cm. Zanim dojechałam z Białegostoku na miejsce, policjanci ścięli właściwie całą uprawę – opowiada Joanna Dąbrowska, która we wsi Jurasze pod Sidrą prowadzi gospodarstwo agroturystyczne.

Wspomina, że wszystkie nasiona pochodziły z poznańskiego Instytutu Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich. Każde miało certyfikat, iż jest to roślina włóknista, zawierająca jedynie śladowe ilości thc.

Policjanci przeszukali posesję i zabudowania „plantatorki”. Następnie trafiła on na przesłuchanie do komendy w Dąbrowie Białostockiej. Kiedy wróciła do Białegostoku i tu pojawili się policjanci, by przeszukać mieszkanie i piwnicę. Oczywiście nielegalnych konopi nie znaleźli.

Ścięte konopie mundurowi zabrali na badania. Pod koniec listopada znów odwiedzili gospodarstwo pani Joanny. Przywieźli rośliny z powrotem. Okazało się, że nie mają do nich żadnych zastrzeżeń. Kazali podpisać pokwitowanie odbioru i odjechali.

Po wsi poszła fama, że jestem dilerką. Nie wiem, jak mam się tłumaczyć przed starszymi mieszkańcami, że to nie są narkotyki – mówi nasza rozmówczyni.

To niejedyne jej zmartwienie. Zgodnie z prawem rośliny powinna przetworzyć. Najbliższy zakład przetwórczy znajduje się w Poznaniu, jest to wspomniany już Instytut Włókien Naturalnych i Roślin Zielarskich. Z tym że konopie uprawiane w ramach projektu pojechały tam w październiku, na kilka tygodni przed zwrotem zarekwirowanych niesłusznie roślin.

Trzymam więc je w domu i boję się, że ktoś znów mnie osądzi, że przygotowuję je, np. do sprzedaży. Znów wyjdę na dilerkę. A jeśli je po prostu spalę, policja może się do mnie przyczepić, co zrobiłam – pani Joanna jest w kropce, choć chciałaby dalej sadzić konopie, które są swego rodzaju atrakcją dla odwiedzających jej kwaterę agroturystyczną.

Znaniecki tłumaczy, że „Brama na Bagna” zakończyła już projekt, więc gdyby nawet chciał, to nie ma za co pokryć kosztu transportu roślin Joanny Dąbrowskiej do Wielkopolski.

Podinspektor Grzegorz Budziński, komendant z Dąbrowy Białostockiej nie chciał rozmawiać z „Gazetą”. Odesłał nas do rzeczników policji, a ci dwa dni zastanawiali się, co powiedzieć.

Z naszych ustaleń wynikało, że we wsi Jurasze rośnie poletko konopi. Po sprawdzeniu roślin tester wykazał w nich obecność thc. Policjanci zabezpieczyli więc rośliny do dalszych czynności sprawdzających. Zachodziło bowiem podejrzenie, że mogą to być konopie indyjskie, które wyglądają tak samo jak włókniste – próbuje tłumaczyć Andrzej Baranowski, rzecznik podlaskiej policji. – Następnie został powołany biegły, który miał ocenić rośliny. Gdy okazało się, że są to zwykłe konopie włókniste, postępowanie umorzono i oddano rośliny właścicielce posesji.

Pytany, dlaczego nie sprawdzono najpierw dokumentów, Baranowski odpowiada, że przecież tester wykazał obecność thc. Z tym że tester – jak wyjaśnia sam rzecznik – wykazuje po prostu obecność thc. Nie podaje jego poziomu w roślinach. Stężenie mogą wykazać dopiero szczegółowe badania, a konopie włókniste zawierają śladowe ilości tej substancji.

Po zainteresowaniu się sprawą przez media policjanci zaczęli wydzwaniać do pani Joanny.

Mamy świadomość, że właścicielka posesji jest w mało komfortowej sytuacji – twierdzi Baranowski. – Dlatego też komendant wojewódzki zalecił komendantowi z Sokółki (w tym powiecie leżą Jurasze i Dąbrowa Białostocka), by załatwić sprawę polubownie.

Co to oznacza? Nie precyzuje. Do spotkania w tej sprawie ma dojść w piątek.

via: Gazeta Wyborcza Białystok



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

1 Komentarz

  1. avatar
    Sandra Gleba

    Zrobiła bym sobie skręta z tych konopi ;D

Polecamy: Bangla Wall