6 102 odsłon

To coś więcej niż walka o legalizację marihuany!

Cannabis House na ul. Łódzkiej we Wrocławiu

Kpią z policji, droczą się z prokuraturą, kolekcjonują postępowania sądowe, krytykują polskie prawo i polską politykę. To coś więcej niż walka o legalizację marihuany. To walka z systemem.

Tomek i Andrzej rozmawiali ze mną w dopiero tworzonej siedzibie wrocławskiego socjalnego klubu konopnego Cannabis House. Błyskotliwi, zabawni, do bólu szczerzy, odpalali jednego papierosa po drugim. Od kilku lat, powodowani żalem, chęcią buntu i walki z bezradnością, próbują zmienić, ich zdaniem błędnie skonstruowaną, polską ustawę antynarkotykową. Uważają, że odwieczną tradycję uprawy marihuany należy kultywować na znak szacunku do przodków. Konopie mają bowiem 20 tysięcy zastosowań, od produkcji ubrań po właściwości lecznicze.

Na konopiach, które są stosunkowo bardzo tanie, można by było oprzeć całe społeczeństwo. Nie dzieje się tak tylko dlatego, że zbyt wielu podmiotom to zagraża – mówią.

Zapraszamy policję

Do rozpoczęcia realizacji ich eksperymentu społecznego, jakim jest legalna uprawa i palenie marihuany w Cannabis House na ul. Łódzkiej we Wrocławiu, dzielą ich dwa kroki. Muszą jeszcze podłączyć Internet i kamery monitoringu oraz nawiązać współpracę z terapeutą uzależnień, który będzie powadził program profilaktyczny oraz konsultacje z uczestnikami eksperymentu w trakcie jego trwania. Objawy uzależnienia od marihuany są ich zdaniem na tyle niegroźne, że można je leczyć prostą terapią behawioralną.

Zależy nam na tym, by nasze przedsięwzięcie było w 100% legalne i bezpieczne, dlatego chcemy, by miejsce eksperymentu było non stop monitorowane przez policję. To ograniczy podejrzliwość policjantów i mieszkańców Wrocławia. Poza tym nie będzie możliwości ukrywania się i matactwa, co uchroni nas przed wysokimi karami – mówi Tomasz Obara, ten sam, który został niedawno aresztowany za wniesienie rośliny konopi na teren Sejmu.

6 grudnia otworzyli lokal, 17 grudnia o 18 planują spotkanie integracyjne. Na Łódzkiej 10/1a był wcześniej sklep z dopalaczami. Teraz Tomek i Andrzej budują tam duży boks dla roślin.

Tomek i Andrzej twórcy wrocławskiego socjalnego klubu konopnego Cannabis House

Narkotyki mogą podawać rodzice

Podstawy prawne eksperymentu opracował Andrzej, absolwent prawa na Uniwersytecie gdańskim, przy współpracy z osobami ze środowiska naukowego. Nie ukrywa, że chce pokazać paradoksy polskiej ustawy antynarkotykowej.

Socjalne kluby konopne funkcjonują już w Hiszpanii i w Belgii. Teraz my chcemy stworzyć takie kilkuosobowe, lokalne kluby w Polsce. Mają to być ludzie, którzy zechcą zażywać marihuanę w sposób kontrolowany, manifestując tym określoną postawę wobec państwa i systemu.

Zdaniem Tomka i Andrzeja ściganie za niewielkie ilości trawki za dużo kosztuje nie tylko posiadających, ale też podatników, a legalność alkoholu i nikotyny to tylko kwestia akcyzy. Jak twierdzą, alkohol jest ogólnodostępny, bo ogłupia człowieka, a władze nie chcą inteligentnego społeczeństwa. Mówią też, że polska ustawa antynarkotykowa została napisana „na kolanie”.

Tam jest pełno luk prawnych. Na przykład gdyby mama zdecydowała się dawkować uzależnionemu synowi marihuanę w domu w ramach eksperymentu, to by mogła, choć jednocześnie łamałaby wiele przepisów karnych tej ustawy. To paradoks, ale tak jest – śmieją się.

Pierwszy Wrocław

Dlaczego pierwszy klub zakładają akurat we Wrocławiu?

Bo tu nam aresztowali człowieka na trzy miesiące za 27 gramów. Organizatora marszów wolnych konopi. Media i policja podkręciły atmosferę, podając nieprawdziwą informację, że Paweł posiadał 180 gramów. Jakiś małolat zeznał, że Paweł mu sprzedał zioło. Zastanawiamy się, kto na niego naciskał – odpowiadają.

Na tym samym marszu została aresztowana dziewczyna Pawła, która dostała dużo łagodniejszą karę. Ale jej sprawę prowadzi inny prokurator. Różnica między piętrami prokuratury oznacza różnicę poglądów, jak mówi Tomek.

Jako podatnik nie życzę sobie, by policjant przychodził do szkoły i opowiadał dzieciom o narkotykach. Policja nie działa nawet według ustawy o policji, bo jej nie zna. Bezkarność policji to duży problem w naszym kraju. Ale ja planuję skutecznie oskarżyć policjanta – deklaruje Andrzej.

Sprzęt do uprawy konopi

Kpina z systemu

Wykorzystując „kruczek prawny” mówiący o tym, że uprawa konopi zaczyna się wtedy, gdy roślina ma 20-30 cm wysokości, w Rybniku zasadzili jej nasiona pod komendą miejską policji, a w Warszawie – pod Komendą Główną. Przez trzy tygodnie konopie rosły pod Sejmem, a kiedy wyrosły, Tomasz Obara wniósł jedną doniczkę na jego teren. Został za to aresztowany na 24 h. Mimo ostrego sprzeciwu oskarżonego tydzień temu sprawa została umorzona z powodu znikomej szkodliwości społecznej czynu. Tomasz Obara, który ma już 40 postępowań sądowych w toku, zażądał od pani prokurator eutanazji poprzez przedawkowanie THC. Dozór policyjny, który został mu przydzielony, zaginął przy przenoszeniu z prokuratury w Rybniku do Warszawy.

Ja już sobie sam sprawy zakładam. Idę i donoszę na samego siebie albo przynoszę trawkę na komendę i proszę o aresztowanie. Chcę zapchać system postępowaniami. Polska administracja ginie w papierkach. Na jednym piętrze pięciu prokuratorów prowadzi moje sprawy bez wzajemnych konsultacji ze sobą. Gdybym był jeszcze uznany za chorego umysłowo, dołączyłby do nich jeszcze adwokat – mówi Tomek.

Cannabis House planuje „wypuścić w miasto” deal packi z napisem „Na użytek Tomasza Obary”. Podobno to w nich wrocławianie zarejestrowani w bazie klubu konopnego będą mogli spokojnie nosić przy sobie marihuanę.

Ludzie obawiają się takiej rejestracji, ale chętnych nam nie brakuje. Mamy około setki wypełnionych formularzy zgłoszeniowych i teraz będziemy robić selekcję. Wybrana osoba musi być pełnoletnia i godna zaufania. Musi znać się na prawie i na uprawie marihuany. Musi rozumieć tę pasję – mówi Andrzej.

Wygrali już z prezydentem

Założyciele Cannabis House zdają sobie sprawę, że politycznie nie zdziałają nic, bo, jak mówią, polityka to bagno, które stawia zbyt duży opór. Chcą zmienić ustawę antynarkotykową w Polsce – w Trybunale Konstytucyjnym planują urządzić sąd nad prawem i „złamać ustawę w pół”. Wierzą, że wygrają, tak jak w sierpniu wygrali z marszałkiem Komorowskim.

Po tym, jak Komorowski zablokował nam inicjatywę „100 000 podpisów”, zaskarżyłem to do sądu, który przyznał mi rację. Muszę przyznać, że to było wspaniałe. Komorowski to głupek – uśmiecha się Andrzej.

Plan Tomasza i Andrzeja zakłada utworzenie dużej grupy zarejestrowanych konsumentów marihuany w Polsce, przeciw którym nie będą wszczynane postępowania. Wszystko dzięki wykorzystaniu luki prawnej w postaci eksperymentu społecznego, z którego musi płynąć określona korzyść, na przykład ograniczenie nielegalnego obrotu marihuaną.

Marihuana hodowana u nas będzie charakteryzowała się kontrolowaną jakością. Kiedy kupujemy od dilera, ryzykujemy otrzymaniem zanieczyszczonego towaru. Z tego samego względu niebezpieczne były dopalacze. Nikt nie wiedział, co w nich jest ani jak zadziałają – mówi Andrzej.

Kolejną zaletą klubów konopnych ma być możliwość palenia trawki w spokoju i bez obaw przed policją. Odpada też stres związany z poszukiwaniem dilerów.

Narkotyki rozwijają umysł?

Ja zawsze mówię, że bardzo chciałbym mieć dzieci, ale w Polsce się to po prostu nie opłaca. Bo jako nastolatek pójdzie sobie na dyskotekę i zawinie go policja za niewielką ilość trawki. Albo weźmie jakiś dopalacz i wyląduje w szpitalu – mówi Tomek.

Uważają, że środki psychoaktywne rozwijają umysł człowieka, pomagają mu wykorzystać trochę więcej niż 10 % własnego mózgu, pobudzają kreatywność. Ale, jak podkreślają, trzeba umieć ćpać.

Uzależnia się osobowość skłonna do uzależnień. My tylko nie umiemy sobie odmówić. Możesz być nikim, ale narkotyk pomoże ci przekroczyć własne możliwości – przyznają.

Marihuana jest dla nich środkiem spożywczym o najniższym potencjale pobudzania twórczego myślenia, a ludzki umysł jest stworzony do wyższych celów niż życie według oklepanych schematów społecznych.

Komentarz policji:

W sprawie Cannabis House prowadzimy czynności sprawdzające. Wiadomo wszem i wobec, że uprawa i posiadanie marihuany są czynnościami zakazanymi w Polsce, więc nie bardzo rozumiem, dlaczego pomysłodawcy nazywają swoje przedsięwzięcie eksperymentem. Eksperyment ma na celu wyjaśnienie zjawiska, które nie zostało jeszcze poznane i nie jest prawnie sformalizowane. Kiedy tylko dojdzie do popełnienia przestępstwa, policja natychmiast pojawi się na miejscu – mówi Paweł Petrykowski, rzecznik Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Komentarz prokuratury:

Nie istnieje coś takiego, jak legalna uprawa marihuany w Polsce. Obecnie prowadzimy postępowanie w tej sprawie i badamy, czy rzeczywiście artykuł 27 ma w przypadku Cannabis House zastosowanie. Eksperymenty przeprowadzają instytucje naukowe, a nie samozwańcze kluby. Oni przecież chcą badać zjawisko, które jest doskonale znane – komentuje Małgorzata Klaus, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu.

Artykuł 27 KK:

Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu przeprowadzenia eksperymentu poznawczego, medycznego, technicznego lub ekonomicznego, jeżeli spodziewana korzyść ma istotne znaczenie poznawcze, medyczne lub gospodarcze, a oczekiwanie jej osiągnięcia, celowość oraz sposób przeprowadzenia eksperymentu są zasadne w świetle aktualnego stanu wiedzy.

autor: Marta Gołębiowska
via: OtoWroclaw.com



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarzy: 4

  1. avatar
    Sugu

    If time is money you’ve made me a wetaehilr woman.

  2. avatar
    ta

    Rozpierdolimy system

  3. avatar
    haniek

    popieram
    prokuratorzy powinni ich po tyłkach całować bo jest to pierwszy krok do odebrania mafii rynku marihuany w Polsce czyli ok 80-90% rynku narkotyków. Wpływ depenializacji uprawy marihuany na ilość jej spożycia , jakość , czarny rynek narkotyków nie może być znany wogóle a co tu mówić doskonale bo uprawa jest karana i nie można było tego wpływu sprawdzić , chyba że chodzi o inne kraje – to tak w holandii , czechach , belgii , austrii , hiszpanii gdzie można uprawiać na własny użytek dilerzy obsługują tylko turystów

  4. avatar
    ostry

    popieram kolesi w stu procentach.

Polecamy: Bangla Wall