6 052 odsłon

Portugalski narkoeksperyment

Reakcja rządu Portugalii na problem narkotyków należy do najbardziej niestandardowych w historii.

Portugalia, tradycyjnie katolicki kraj o konserwatywnej obyczajowości, mający za sobą kilka dekad faszyzujących rządów i silnego wpływu Kościoła na politykę i życie społeczne, wprowadziła narkotykowy eksperyment, na jaki nie odważyło się do tej pory żadne inne państwo.

Narkotyki pojawiły się w Portugalii jako problem stosunkowo późno. Pod dyktatorskimi rządami Salazara i jego następców był to kraj zamknięty. Ruch hippisowski, kontrkultura lat 60., wraz z którą konsumpcja narkotyków stała się częścią stylu życia nowej generacji, przeszły obok.

Dopiero w drugiej połowie lat 70., już po rewolucji goździków i zakończeniu wojny kolonialnej w Afryce, na ulicach większych miast pojawiła się marihuana. To Portugalczycy z kolonii, głównie żołnierze, wprowadzili coś w rodzaju mody na trawkę. Swoje zrobiły też koniec dyktatury i otwarcie kraju na świat. Problem narkotykowy w Portugalii zaczyna się trochę później, pod koniec lat 80., gdy czarny rynek podbija heroina szmuglowana z Pakistanu via Mozambik; potem także z Holandii.

Choć konsumpcja narkotyków w Portugalii nadal należała (tak jest zresztą i teraz) do najniższych w Europie, niepokój wzbudziło duże spożycie heroiny. Zaczęto mówić o epidemii: 1 proc. ludności, czyli 100 tys. Portugalczyków, sięgał po ten narkotyk. Mnożyły się drobne kradzieże – heroiniści potrzebowali pieniędzy na zaspokojenie głodu.

W latach 90. społeczeństwo zaczęło postrzegać narkotyki jako problem społeczny numer jeden – wspomina prof. Casimiro Balsa, socjolog, który przeprowadzał pierwsze badania nad konsumpcją narkotyków w Portugalii.

Przez dekady byliśmy krajem zamkniętym, bez dostępu do informacji, a przez to gorzej niż inni przygotowanym na niebezpieczeństwa, jakie niesie konsumpcja narkotyków – tłumaczy Jo o Goul o, dyrektor Instytutu Narkotyków i Uzależnień, agendy ministerstwa zdrowia, która zajmuje się polityką narkotykową.

Rząd próbował jakoś temu zaradzić: jeszcze pod koniec lat 80. otwarto pierwsze centrum leczenia w Lizbonie, powstawały prywatne lecznice. Ale konsumpcja nadal rosła, alarmujące były dane o liczbie użytkowników heroiny wśród populacji zarażonej wirusem HIV. Równocześnie obawy przed uznaniem za kryminalistę powstrzymywały konsumentów przed zgłaszaniem się na leczenie. Pomysły wymiany strzykawek i igieł, które zrodziły się już wtedy, były sprzeczne z prawem. Konsument narkotyków był przecież w świetle prawa przestępcą; wymiana była pomocą w popełnianiu przestępstwa.

Po koniec lat 90. zaniepokojenie społeczne było tak duże, że narkotyki stały się kwestią polityczną, przedmiotem debat w prasie i między politykami. Reakcja rządu Portugalii na ten problem należy do najbardziej niestandardowych w historii.

Leczyć, nie karać

Rząd zlecił grupie ekspertów – lekarzy, prawników, socjologów, psychologów – przedstawienie diagnozy i pomysłów, jak zaradzić narkotykowej epidemii. Eksperci uznali, że społeczeństwo „wolne od narkotyków” jest iluzją. Zażywanie narkotyków jest szkodliwe, ale nie jest absolutnym złem. Ludzie sięgają po narkotyki z różnych przyczyn: przez osobiste problemy, społeczne uwarunkowania, dla zabawy i przyjemności, ze wszystkich powodów naraz. Represje karne wobec konsumentów nie mają racjonalnego uzasadnienia, są nieskuteczne i utrudniają uzależnionym wyjście z nałogu. Zamiast karać, lepiej otworzyć drzwi do wyjścia z uzależnienia. Z tego myślenia zrodziła się zasada naczelna: konsument to człowiek chory lub na drodze do choroby, nie kryminalista.

Stosunek prawa w poszczególnych państwach Europy do tzw. substancji psychoaktywnych z grupy kannabinoli

Symbolicznym wyrazem nowej filozofii było przeniesienie Instytutu ds. Narkotyków i Uzależnień z resortu sprawiedliwości do resortu zdrowia. Rząd – bez kalkulowania, czy to się mu politycznie opłaca (opinia ta powtarza się w wielu rozmowach) – przyjął wszystkie postulaty komisji i zamienił je w plan działania. W 2000 r. przeprowadził przez parlament ustawę dekryminalizującą posiadanie i konsumpcję wszystkich narkotyków. Handel nimi wciąż pozostaje nielegalny. Ilością „niehandlową” jest wedle ustawy dawka na dziesięć dni dla jednej osoby. Posiadanie i konsumpcja narkotyków nadal pozostają nielegalne, nie stanowią jednak przestępstwa, lecz wykroczenie. Stosowane sankcje – np. grzywna, praca społeczna – mają charakter administracyjny, nie karny.

W trakcie debaty nad ustawą w prasie, parlamencie, policji pojawiło się niemało głosów sprzeciwu, głównie ze strony prawicy i konserwatywnych sektorów społeczeństwa. Prof. Analia Torres, socjolożka, wspomina, że obawiano się dramatycznego wzrostu konsumpcji oraz tego, że Portugalię zaleje narkoturystyka.

Dlaczego rząd mimo wszystko zdecydował się na nową politykę? – Do dziś pozostaje to zagadką – odpowiada Nuno Portugal, socjolog. –Wyglądało to tak, jakby politycy nie liczyli się z tym, że mogą przegrać wybory.

Fernanda Feij o z Instytutu Narkotyków i Uzależnień jest innego zdania: – Społeczeństwo upatrywało w narkotykach problem i bardzo chciało, żeby coś z tym zrobić. Jedną z dobrych reakcji na lata dyktatury jest wrażliwość Portugalczyków na los pokrzywdzonych, słabszych. Dlatego ludziom nie było tak trudno zobaczyć w chłopaku z sąsiedztwa, którego znali od dziecka i który teraz wstrzykiwał sobie heroinę, kogoś chorego, nie przestępcę.

Porównanie spożycia narkotyków w latach 2001 i 2006 u młodzieży w wieku szkolnym

Wykres porównujący kraje Europy pod względem spożycia substancji psychoaktywnych z grupy kannabinoli, na grupie wiekowej 15-64 lat, w ciągu całego życia

Ostatni wykres to porównanie krajów Europy pod względem spożycia kokainy, na grupie wiekowej 15-64 lat, w ciągu całego życia

Zapobiegać, zniechęcać, pomagać

Polityka narkotykowa państwa opiera się na kilku filarach: prewencji, komisji ds. „zniechęcania”, redukcji szkód, leczeniu i pomocy chorym w ich powrocie do społeczeństwa.

Prewencja to edukacja w szkołach i uczelniach o skutkach zażywania narkotyków. Pomaga też policja: samochody bez policyjnego oznakowania, za to z napisami „Bezpieczna szkoła„, krążą wokół szkół „podwyższonego ryzyka” i odstraszają w ten sposób dilerów. Grupy pracowników socjalnych pojawiają się przed dyskotekami i w miejscach innych masowych imprez młodzieżowych, gdzie sporo się pali, wciąga i łyka i rozmawiają z młodzieżą.

To skuteczniejsze niż antynarkotykowe kampanie w TV – opowiada Paula Marques odpowiedzialna za tę część polityki narkotykowej. – Badania zrobione w USA pokazały, że wbrew intencjom zachęcają one młodych do tego, żeby spróbować ten pierwszy raz.

Drugą linią interwencji państwa jest komisja ds. „zniechęcania”, przed którą trafia się po zatrzymaniu przez policję za palenie haszyszu, heroiny czy wciąganie kokainy. Procedura wygląda tak: policja spisuje dane zatrzymanego, konfiskuje narkotyki i puszcza go do domu. W ciągu 72 godzin zatrzymany musi stawić się przed komisją. Pracownik komisji, zwykle psycholog, robi wywiad: czy konsument uczy się, pracuje; jaką ma sytuację rodzinną, czy jest „początkujący”, „zaawansowany”, czy może już uzależniony. Potem wyznacza termin „rozprawy”.

Wszystko tam robi takie wrażenie, żeby nie wystraszyć konsumenta. Siedziba komisji wygląda jak biuro, nie sąd. Rozprawa ma charakter pogawędki. Zwykły stół zamiast ambonki, z której przemawia sędzia. Członek komisji w wyciągniętym swetrze zadaje pytania o okoliczności zajścia. Informuje o szkodliwości narkotyków, sugeruje terapię, mówi o możliwościach leczenia, a także ostrzega, że – choć teraz nie będzie żadnej sankcji – następnym razem może wymierzyć niewielką grzywnę. Przy kolejnych wpadkach można dostać za karę pracą społeczną.

Zatrzymanym nie opłaca się unikać komisji, bo wtedy sprawa trafia do sądu – wyjaśnia Nuno Portugal, socjolog, członek komisji. – Stawia się wtedy zarzut nieposłuszeństwa i taki wyrok zostaje w dokumentach, zamykając drogę do zatrudnienia w w sektorze publicznym.

Drastycznie spadł odsetek konsumentów narkotyków wśród zarażonych wirusem HIV

Redukcja szkód, która oprócz leczenia klinicznego i psychoterapii jest centralnym nerwem polityki narkotykowej, wymaga codziennego zaangażowania na ulicach. Zajmują się nią głównie organizacje pozarządowe finansowane z budżetu. Codziennie w miasto wyruszają ekipy uliczne z workami zawierającymi jednorazowe apteczki: są w nich strzykawki, igły, gazy, woda utleniona, prezerwatywa. Żeby dostać nową apteczkę, użytkownicy muszą przynieść zużyte strzykawki i igły – i karnie to robią. Zawsze odbywają się przy tym pogawędki o możliwościach leczenia, ekipa uliczna oferuje pomoc w umówieniu się na wizytę u lekarza (pracują tam psychologowie i pracownicy socjalni).

Program wymiany przynosi znakomite efekty – mówi Henrique Barros zajmujący się w ministerstwie walką z AIDS. – Drastycznie spadł odsetek konsumentów narkotyków wśród zarażonych wirusem HIV. Dziesięć lat temu stanowili 60 proc., dziś – tylko 15 proc. Podobnie spadła liczba zakażeń żółtaczkami typu B i C.

Heroinistów namawia się do przejścia na konsumpcję mniej szkodliwego metadonu. W każdym większym mieście są punkty, w których można dostać go bezpłatnie. Oczywiście to tylko etap pośredni – celem jest doprowadzenie do wyzwolenia z nałogu.

Liczba zgłaszających się na leczenie wzrasta co roku o kilka tysięcy, co jest skutkiem nie tyle wzrostu narkomanii, ile skutecznego docierania do uzależnionych i namówienia ich do podjęcia terapii. W zeszłym roku leczenie przechodziła rekordowa liczba 40 tys. osób.

Ostatnim etapem jest resocjalizacja: pomoc w powrocie do życia bez nałogu. Rząd współpracuje z firmami – zwykle w branżach handlu i usług – które zatrudniają wychodzącego z nałogu, a rząd płaci mu pensję przez dziewięć miesięcy (z możliwością przedłużenia kontraktu do dwóch lat). Największym kłopotem jest zapewnienie mieszkań. Wychodzący z nałogu często muszą sami od zera urządzać sobie życie. Rząd ma pulę tanich mieszkań w blokach, gdzie płacą niskie stawki za wynajem, ale nie mogą w nich mieszkać dłużej niż rok.

Koniec kontrowersji

Po dziesięciu latach eksperymentu temat narkotyków przestał być w Portugalii kontrowersyjny. Nawet najbardziej zażarci niegdyś przeciwnicy dekryminalizacji z partii prawicowych i z policji nie wracają do niego.

Portugalia nie stała się w najmniejszym nawet stopniu mekką narkoturystów. – Konsumpcja narkotyków w Portugalii wzrosła, ale nieznacznie i jest to trend obecny w całej Europie – mówi Brendan Hughes z Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Uzależnień. – W krajach, w których konsumpcję narkotyków się kryminalizuje, spożycie wzrosło tak samo, albo i bardziej.

Jo o Goul o cieszy się, że zmniejszyła się konsumpcja w najbardziej narażonej grupie wiekowej – między 15 a 19 rokiem życia. Badania wykazały, że ma ona największy wpływ na to, czy i później człowiek będzie ich używać.

Nie mogę z pełną odpowiedzialnością twierdzić, że to dowód na skuteczność naszej polityki – mówi Goul o. – Jest to jednak obiecująca koincydencja.

Marsz pro-legalizacyjny, który odbył się w marcu 2008 roku na ulicach Lizbony

Inspektor policji Jo o Figueira z jednostki walczącej z przemytnikami narkotyków mówi, że zamiast uganiać się za konsumentami i tracić czas na robienie im zdjęć i pobieranie odcisków palców, policja skupia się na walce z narkohandlem. Portugalia jest jedną z bram wjazdowych narkotyków z Ameryki Łacińskiej i Afryki do Europy.

Socjolożka prof. Torres patrzy na zmiany w polityce narkotykowej w szerszym kontekście: z konserwatywnego i autarkicznego kraju Portugalia stała się niemal awangardą zmian w duchu postępu. Legalne są zapłodnienia in vitro, takoż małżeństwa jednopłciowe, a urodzenie dziecka lub aborcja zależą od decyzji kobiety.

Czy do pomyślenia jest legalizacja narkotyków? Raczej nieprędko. To wymagałoby zmian konwencji międzynarodowych, które nakładają obowiązek prohibicji. – Legalizacja byłaby sygnałem, że narkotyki to nic złego, a tak przecież nie jest – uważa Goul o.

via: Gazeta Wyborcza



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

Komentarze

Brak komentarzy

Polecamy: Bangla Wall