3 673 odsłon

Zamiast dopalaczy legalna marihuana

Wiktor Osiatyński: Dorosły człowiek ma prawo się naćpać tego, czego chce. Nieletni - nie, a ktokolwiek mu to ułatwi, popełnia ciężkie przestępstwo

Ta wojna jest już przegrana. Pozostaje przyjąć ten rodzaj kapitulacji, który przyniesie najmniej szkód – mówi prof. Wiktor Osiatyński w rozmowie z Dariuszem Szreterem

Prof. Wiktor Osiatyński – ur. 1946 r. Pisarz i wykładowca, prawnik, konstytucjonalista. Specjalizuje się w historii doktryn polityczno-prawnych. Doradzał komisjom konstytucyjnym Senatu i Zgromadzenia Narodowego podczas prac nad przygotowaniem Konstytucji RP w 1997 r., za co został odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Członek rady programowej Programu Spraw Precedensowych w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Współzałożyciel Polskiej Partii Kobiet. Aktywnie działa na polu szerzenia informacji o alkoholizmie i innych uzależnieniach. Opublikował m.in. książkę „Alkoholizm. Grzech czy choroba?” oraz opartą na własnym doświadczeniu walki z uzależnieniem alkoholowym powieść „Rehab”.

Czy jest Pan zaskoczony tym nagłym wysypem doniesień o zatruciach dopalaczami i zgonach po ich zażyciu, z jakim mieliśmy do czynienia w ostatnich dwóch – trzech tygodniach? Wygląda to trochę jak przygotowanie przedpola do akcji rządu, która właśnie nastąpiła.
U nas wszystko odbywa się akcyjnie. Teraz też. Słyszałem oczywiście takie teorie, że to jest zagrywka, żeby przyćmić kongres Palikota. Nie wiem, czy to prawda i mnie to nie interesuje. Mnie chodzi o istotę rzeczy, czyli fakt, że się wreszcie za to zabierają. A czemu akurat teraz? Powiem tak: lepiej późno, niż żeby ten problem wcale nie zaistniał.

Przez dwa lata nicnierobienia sieć tych sklepów znacznie się rozwinęła i chyba też znacznie wzrosła liczba ich klientów.
W Polsce mamy gospodarkę rynkową, działa prawo popytu i podaży. Jeżeli jest popyt, podaż jest dozwolona, a ktoś traktuje sprzedaż dopalaczy jako biznes, to dlaczego ma tego nie rozwijać? Jakiś młodzieniec z Łodzi ma 120 takich sklepów.

Pańskim zdaniem, ważniejsze jest ograniczenie podaży czy popytu?
Za rozwiązywanie należy się brać kompleksowo. Popyt ograniczyć powinny działania profilaktyczne, ale obecnie mało one dają. Najskuteczniejsze działania prewencyjne, w postaci wczesnego wykrywania i pomocy, wymagają całkowitej zmiany systemu edukacyjnego, ale do tego nie jesteśmy gotowi. Trzeba się więc za to wziąć od strony podaży, ale w inny sposób, zmieniając regulacje. Dopalacze są efektem zupełnie bezmyślnego uregulowania sprawy narkotyków, jakie miało miejsce w 2000 r. To była zbrodnia, za którą odpowiedzialność personalną ponosi Barbara Labuda, pośrednio Aleksander Kwaśniewski oraz prawica pod wodzą posła Tadeusza Cymańskiego, która ją w tym wsparła!

Rozumiem, że chodzi Panu o karanie więzieniem „posiadania na własny użytek”.
Ta ustawa postawiła po tej samej stronie bariery prawnej handlarza, producenta, dostawcę, który jest kanalią, i który żeruje na ludziach, oraz jego ofiary. W takiej sytuacji, gdy po jednej stronie jest niby porządne społeczeństwo, a po drugiej, na równi, drapieżnicy i ofiary, ta ofiara do nikogo nie może się zwrócić o pomoc, o leczenie – bo jest przestępcą.

Argumentowano wtedy, że w ten sposób będzie łatwiej uderzać w handlarzy i ich wyłapać.
Ale już po trzech-czterech latach było wiadomo, że to zupełnie nie tak. Wzrost zatrzymań handlarzy wyniósł, o ile dobrze pamiętam, siedem procent. A wzrost zatrzymań użytkowników – tysiąc procent! Wiąże się to z drugim, nie zawsze uświadamianym, aspektem takiego rozwiązania. Największy interes, oczywiście poza handlarzami, ma z niego policja. Na przełomie tysiącleci Polska przeżywała wielką panikę i histerię, niesłusznie zresztą, w związku z wzrostem przestępczości i nieskutecznością policji.

Jak radzą sobie z tym inne państwa? To nie jest tylko problem Polski.
Najsilniej występuje jednak w tych krajach, które – jak Polska – mają najbardziej rygorystyczne przepisy w sprawie użytkowania marihuany i innych narkotyków.

Wydaje się, że z wyjątkiem takich wysp liberalizmu jak Holandia i Czechy polityka Europy czy szerzej mówiąc Zachodu jest tu bardzo spójna. Richard Davenport-Hines, autor wydanej i u nas „Historii narkotyków”, pisze wręcz o amerykańskiej „kolonizacji kulturowej” w kwestii prawodawstwa antynarkotykowego. A Ameryka, jak wiemy, to prohibicja.
Ależ w USA odchodzi się od tej restrykcyjnej polityki. Nie centralnie, ale stopniowo, poprzez referenda w poszczególnych stanach. W Europie też widać wyraźnie grupę państw, które politykę w tej kwestii opierają na pragmatyce i mają mniej restrykcyjne ustawodawstwo, jak na przykład Niemcy, Szwajcaria, Wielka Brytania. My natomiast należymy do tej drugiej grupy, gdzie górę biorą wpływy katolickie czy szerzej – moralizatorskie, i gdzie próbuje się urządzić świat doskonały. A to, jak wiadomo, nigdy nie jest możliwe i z reguły prowadzi do gorszych konsekwencji.

Jednym słowem, jest Pan za tym, żeby zalegalizować marihuanę?
Cała sfera wokół dopalaczy jest jednym wielkim argumentem na rzecz legalizacji marihuany. Z tym zastrzeżeniem, że obrót nią powinien być ściśle regulowany. Są przecież takie produkty, których produkcja i obrót są legalne, ale bardzo silnie regulowane: leki, trucizny, broń. Tu trzeba dokładnie przemyśleć i potem kontrolować każdy szczegół. Produkować ją powinny firmy farmaceutyczne tak, żeby było dokładnie wiadomo, co to jest. Żadnej reklamy, sprzedaż tylko osobom pełnoletnim.

Są jednak doświadczeni terapeuci, na przykład Jolanta Koczurowska, szefowa Monaru, którzy są przeciwni legalizacji.
W tej kwestii od dawna się z panią Koczurowską nie zgadzamy. Chociaż ja też jestem daleki od mówienia o legalizacji narkotyków z entuzjazmem. Nikt nie powinien się z tego cieszyć. Uważam, że kiedy pojawia się jakaś nowa szkodliwa substancja, jak narkotyk, i toruje sobie drogę do społeczeństwa, należy jej wypowiedzieć wojnę. Wojnę z góry skazaną na niepowodzenie. Trzeba jednak maksymalnie zmniejszać szkody, zmniejszać straty, nim nadejdzie moment, kiedy trzeba skapitulować i podjąć inne środki zaradcze. Polska jest w tej chwili właśnie na etapie, kiedy ta wojna jest przegrywana. Niestety, decyzje podejmują głównie generałowie, którzy przegrali, a oni chcą jeszcze powalczyć, żeby nie przyznać się do porażki.

A jeśli to jeszcze nie ten moment? Jeśli politycy i większość opinii społecznej nie dojrzała do legalizacji?
Jeśli nie legalizować, to przynajmniej zdekryminalizować. Zapisać w kodeksie karnym, żeby użytkownika narkotyków nie karać pozbawieniem wolności. Dać grzywnę, pracę społeczną, zmusić do podjęcia leczenia, ale nie sadzać do więzienia. No, chyba że ktoś pod wpływem narkotyków popełni czyn przestępczy, za który każdy by i tak trafił za kraty.

W walce z dopalaczami rząd mobilizuje wszystkie siły i zapowiada nawet działania na krawędzi prawa…
Mnie ta akcja nie przeszkadza. Szczególnie że jest ona wymierzona nie w użytkowników, ale kanalie, które na nich żerują. Szalenie też mi się podoba to, o czym mówił ostatnio minister Kwiatkowski, a więc zapowiedź bardzo surowej odpowiedzialności wobec tych, którzy udostępniają to nieletnim. Dorosły człowiek ma prawo się naćpać tego, czego chce. Nieletni – nie, a ktokolwiek mu to ułatwi, popełnia bardzo ciężkie przestępstwo. Oczywiście ta akcja nie rozwiąże problemu, ale obudzi publiczną świadomość. Pytanie tylko, w którą stronę ona pójdzie? Mam obawy, że może to zaowocować taką postawą: „trzeba im wszystkim przypieprzyć”. Nieprawda. Nie wszystkim – tylko drapieżcom. Natomiast użytkownikami trzeba się poważnie zająć. Zastanowić, dlaczego jest na to popyt i jak ten popyt, stosując metodę zmniejszania szkód, uregulować.

autor: Dariusz Szreter
via: NaszeMiasto.pl



Dodaj szybki komentarz


  Jeżeli masz już konto Zaloguj się

1 Komentarz

  1. avatar
    Dn,ddd

    oni sĄ ZA GLUPI W RZADZIE NA TE ROZWIAZANIA . KTO MI WYJASNI SMIERC MOJEGO KOLEGI PRZEZ DOPALACZE ??? NO KU*WA kTO ?? KACZYNSKI ?? CZY TUSK ? RACZEJ ZAL MI TYCH LUDZI . NAPRAWDE ZAL , BO NIE ZDAJA SOBIE SPRAWY CO SIE TERAZ DZIEJE I JAKIE MAMY CZASY . TYLKO KONOPIA . WOLNA KONOPIA !!!!!!!!

Polecamy: Bangla Wall